Kodeks cywilny: przepisy o dziedziczeniu ustawowym zawierają lukę prawną
(źródło :Gazeta Prawna/29.06.2009, godz. 03:00)
Trzy pytania do ... KRZYSZTOFA LANGE, radcy prawnego z Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna - Wczoraj weszła w życie nowelizacja kodeksu cywilnego, która rozszerzyła krąg spadkobierców ustawowych. Na czym polega ta modyfikacja?
– Do niedawna do spadkobierców ustawowych należeli: małżonek spadkodawcy, jego zstępni, rodzice oraz rodzeństwo i zstępni rodzeństwa. W sytuacji braku wymienionych osób dziedziczy gmina ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy lub Skarb Państwa, gdy spadkodawca miał ostatnie miejsce zamieszkania za granicą. Nowelizacja ta zmieniła znacząco zasady dziedziczenia, poszerzając krąg spadkobierców ustawowych. Teraz obejmuje on oprócz osób dziedziczących obecnie również dziadków spadkodawcy, rodzeństwo rodziców spadkodawcy oraz jego pasierbów. Tak szerokie ujęcie spadkobierców ustawowych pozwoli ograniczyć do minimum dziedziczenie gminy i Skarbu Państwa.
Kto i po kim będzie mógł teraz dziedziczyć?
– Zmiany dotyczą przede wszystkim dalszej kolejności dziedziczenia, w przypadku braku zstępnych.
W sytuacji gdy nie ma dzieci lub wnuków spadkodawcy, dziedziczą jego małżonek oraz rodzice. Jeżeli jedno z rodziców nie dożyło otwarcia spadku, jego miejsce zajmują bracia i siostry spadkodawcy. Dziedziczą oni część spadku, która przypadałaby zmarłemu wcześniej rodzicowi, w częściach równych. Nie ma przy tym znaczenia, czy chodzi o rodzeństwo przyrodnie, czy rodzone. W przypadku gdy któreś z rodzeństwa nie dożyło otwarcia spadku, wówczas dziedziczą jego zstępni.
W dalszej kolejności, gdy brak jest wskazanych wyżej osób, chcących i mogących dziedziczyć, do spadku powołani są dziadkowie spadkodawcy. Jeżeli któreś z dziadków nie dożyło otwarcia spadku, udział, który miałby mu przypaść, dziedziczą w równych częściach jego zstępni, czyli wujkowie, stryjkowie, ciocie, stryjenki spadkodawcy, a także ewentualnie ich zstępni – kuzyni spadkodawcy.
Nowością jest wprowadzona przez omawianą ustawę możliwość dziedziczenia ustawowego przez pasierbów spadkodawcy, którzy dziedziczą, jeżeli brak jest małżonka spadkodawcy i kogokolwiek spośród krewnych należących do wskazanych wcześniej grup spadkobierców ustawowych. Jednak warunkiem dziedziczenia pasierba jest to, aby żadne z jego rodziców nie dożyło otwarcia spadku.
Problem może pojawić się natomiast w sytuacji, gdy jedno z rodziców spadkodawcy nie dożyło otwarcia spadku, a spadkodawca był jedynakiem i pozostawił małżonka...
– To prawda. Ustawa nie przewiduje wyraźnie, jakie są udziały spadkowe małżonka i jednego rodzica w takiej sytuacji. Problem polega na tym, że znowelizowany przepis nie wskazuje osoby, która dziedziczy zamiast zmarłego rodzica. Tę lukę należy jak najszybciej uzupełnić.
"Pieniądze Jako Dług" Oto animowany film dokumentalny, wyjaśniający skąd biorą się pieniądze. Rzeczywistość wygląda makabrycznie. Dla wielu narodów dług staje się coraz poważniejszym problemem, gdyż większość narodów, firm i osób prywatnych żyje na kredyt. Zaciągają coraz większe pożyczki i płacą niewyobrażalnie wysokie odsetki od czegoś, co nigdy nie istniało... Bo prawda jest taka, że nowoczesny system bankowy robi pieniądze z niczego. Ten proces jest prawdopodobnie najbardziej zdumiewającą sztuczką iluzjonerską jaką kiedykolwiek wynaleziono.
OD 1 MAJA 2009 r. OBYWATELE UE MOGĄ KUPOWAĆ W POLSCE DOMY BEZ ZEZWOLENIA
Od 1 maja obywatele Unii mogą bez zezwolenia kupować domy w Polsce. Nieruchomości rolne i leśne pozostaną objęte ograniczeniami do 1 maja 2017 r.
Wynika to z art. 8 ust 2 ustawy o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców.
Od 1 maja 2004 r. stanowi on, że obywatele Unii nie mogą bez zezwolenia kupować w Polsce nieruchomości rolnych oraz leśnych przez 12 lat od dnia akcesji, zaś domów przez pięć lat od przystąpienia Polski do UE. Od 1 maja 2004 r. mogli oni natomiast kupować bez przeszkód mieszkania.
"Oznacza to, że od 1 maja obywatele Unii będą mogli kupić w Polsce także domy bez żadnego zezwolenia, niezależnie od tego czy mieszkali kiedyś w Polsce, czy nie. Aby bez zezwolenia kupić ziemię, muszą poczekać kolejne siedem lat" - powiedział mec. Janusz Siekański, partner w kancelarii prawnej Sołtysiński Kawecki Szlęzak.
"Dotyczy to zarówno zwykłych domów mieszkalnych, jak i domów rekreacyjnych" - powiedział Siekański.
W niektórych przypadkach cudzoziemcy mają do prawo do kupowania ziemi bez zezwolenia
Jeśli chodzi o prawo do kupowania ziemi bez zezwolenia, to są też pewne przypadki, w których cudzoziemcy już teraz mają do tego prawo.
Gdy nieruchomość rolna lub leśna jest położona na terenie województw zachodnich, np. dolnośląskim, zachodniopomorskim, lubuskim, cudzoziemiec może kupić ją bez zezwolenia, jeżeli przez co najmniej siedem lat dzierżawił tam gospodarstwo rolne i przez ten czas legalnie mieszkał na terenie Polski.
"Dotyczy to również województwa warmińsko-mazurskiego, gdzie o nabycie nieruchomości do lat stara się wielu obywateli niemieckich" - powiedział Siekański.
W wypadku województw Polski wschodniej i centralnej oraz województwa śląskiego, aby cudzoziemiec mógł bez zezwolenia kupić w Polsce ziemię rolną lub leśną, musi dzierżawić ją oraz legalnie mieszkać w Polsce przez trzy lata.
Inwestor nie będzie musiał posiadać pozwolenia na przebudowę budynku ani zgłaszać jej do starosty. Konieczne ma być ustanowienie kierownika budowy oraz sporządzenie projektu budowlanego. Zdaniem ekspertów uproszczenie procedur doprowadzi do zmniejszenia bezpieczeństwa budynków.
Inwestorzy, którzy postanowią przebudować swoje obiekty budowlane, nie będą załatwiać żadnych formalności. Bez znaczenia będzie, czy przebudowa obejmie mały domek jednorodzinny, duże centrum handlowe czy dworzec kolejowy. Termin rozpoczęcia tego typu prac oraz ich zakres zależeć ma wyłącznie od decyzji inwestora. Uproszczenia takie przewiduje nowelizacja prawa budowlanego, którą zajmie się Sejm na kolejnym swoim posiedzeniu rozpoczynającym się 21 kwietnia.
- Jesteśmy zwolennikami liberalizacji prawa budowlanego i przyznania inwestorom jak największej swobody. Uznaliśmy więc, że przy prowadzeniu drobnych prac budowlanych, jak przebudowa obiektu budowlanego, nie powinno być żadnych ograniczeń administracyjnych - mówi Aldona Młyńczak, poseł PO i sprawozdawca projektu ustawy. Kierownik budowy
Inwestor, który zdecyduje się na przebudowę pomieszczeń lub budowli, po to, by spełniała ona inne niż dotychczas funkcje, nie będzie musiał występować do starosty o zarejestrowanie inwestycji. Tego typu prace nie będą podlegały zgłoszeniu w żadnym organie. Bez zgłoszenia możliwe stanie się przystosowanie istniejącego obiektu do nowych wymagań, bez zmiany jego funkcji, jak np. wyposażenie starego budynku mieszkalnego w nowoczesne instalacje ogrzewania, gazu czy elektryczności. Wystarczy ustanowienie kierownika budowy. W niektórych przypadkach, gdy np. zmieni się wygląd budynku, inwestor będzie musiał posiadać projekt budowlany uwzględniający przebudowę. Większa odpowiedzialność
Za prawidłowość prac wyłączną odpowiedzialność poniesie inwestor i kierownik budowy.
- Chcemy zwiększać odpowiedzialność uczestników procesu budowlanego. Wykonawca robót budowlanych, który jest profesjonalistą, musi ponosić odpowiedzialność za swoją pracę - wyjaśnia Aldona Młyńczak.
Nie wszyscy są jednak zwolennikami rozszerzania uprawnień uczestników procesu budowlanego. Szczególnie krytycznie do takich propozycji podchodzą przedstawiciele nadzoru budowlanego, którzy dziś odpowiadają za bezpieczeństwo obiektów.
- Doświadczenie pokazuje, że pełnienie samodzielnych funkcji w budownictwie przez określone osoby nie zawsze jest prawidłowe. Dochodzi też do nadużyć, które rodzą katastrofy budowlane - przypomina Mariusz Linettej, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Inowrocławiu. Kontrole nadzoru
Przebudowa obiektu budowlanego nie zawsze ma charakter drobnych prac budowlanych. W jej wyniku może dojść do naruszenia konstrukcji budynku (przebudowa ścian nośnych). Eksperci prawa budowlanego uważają więc, że państwo powinno mieć kontrolę nad tego typu pracami.
- Obecnie przebudowa obiektu budowlanego wymaga uzyskania pozwolenia na budowę. Inwestor musi też posiadać projekt budowlany. To właśnie z pozwoleń nadzór budowlany czerpie informacje o najważniejszych modernizacjach. Ma wówczas możliwość kontroli oraz zapobiegania katastrofom budowlanym - mówi Małgorzata Barcikowska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Malborku. Jej zdaniem, likwidacja obowiązku ubiegania się o pozwolenie w przypadku przebudowy może powodować wiele zagrożeń budowlanych.
- Nie każdy uczestnik procesu budowlanego podchodzi odpowiedzialnie do swoich obowiązków. Jeżeli inwestycje nie będą kontrolowane w trakcie ich prowadzenia, to może się okazać, że dopiero po zawaleniu się budynku będziemy szukali winnych - dodaje Małgorzata Barcikowska. Przestrzenny nieład
Przebudowa obiektu budowlanego w niektórych przypadkach może też doprowadzić do zmiany wyglądu zewnętrznego budynku. Ważne jest tylko to, aby powierzchnia budynku się nie zmieniła. Eksperci uważają więc, że brak kontroli w tym zakresie doprowadzi także do powstania chaosu przestrzennego.
- Proponowane rozwiązania pociągną za sobą poważne konsekwencje dla budownictwa i architektury. Odbijają się one negatywnie nie tylko na bezpieczeństwie obiektów i jakości ich wykonania, ale także na krajobrazie przestrzennym - twierdzi Sławomir Żak, prezes Krajowej Rady Izby Architektów. Nadbudowa piętra
Likwidacja obowiązku ubiegania się o pozwolenie na budowę w przypadku przebudowy obiektu nie oznacza, że inwestor bez żadnych formalności będzie mógł np. dobudować piętro do swojego domu. Za przebudowę obiektu nie są bowiem uważane prace, które prowadzą do zmiany kubatury i powierzchni budynku, jego wysokości, długości lub szerokości, albo zwiększenie liczby kondygnacji.
- Przebudowa została wyłączona z pojęcia budowy, bowiem budowa prowadzi do powstania nowej substancji, czyli np. piętra budynku, a w przypadku przebudowy mogą zmienić się parametry techniczne i układ funkcjonalny budynku, ale nie może to doprowadzić do zmiany wielkości obiektu budowlanego - wyjaśnia Tomasz Asman, ekspert prawa budowlanego.
Inwestorzy, którzy zechcą powiększyć np. swój dom, będą musieli dokonać rejestracji budowy u starosty.
Z uwagi na tak radykalne uproszczenie procedury budowlanej duża część ekspertów prawa budowlanego opowiada się za odrzuceniem tej nowelizacji.
- Nowelizacja w ogóle nie powinna wejść w życie. Zawiera ona uproszczenia proceduralne, które zagrażają bezpieczeństwu budynków oraz ładowi przestrzennemu - podsumowuje Roman Nowicki, przewodniczący Kongresu Budowinictwa.
Każdy użytkownik serwisu ,posiada własne konto do logowania oraz panel administracyjny pozwalający na zarządzanie swoimi ogłoszeniami , edycję , kasowanie , dodawanie i edycję zdjęć , statystykę oglądanych ofert , link do własnej strony , ukrywanie adresu e-mail , link do aukcji na Allegro lub otoMOTO , możliwość wydrukowania oferty , oraz przesłania jej na wskazany adres e-mail. Aby dodawać ogłoszenia musisz uzyskać LOGIN i HASŁO W tej sprawie kontaktuj się z nami admin@posrednicy.pl
Wznowienia dostaw energii nie można uzależniać od uiszczenia opłaty za jej nielegalny pobór. Przedsiębiorstwa nie mogą odciąć mediów bez uprzedniego zawiadomienia o tym odbiorcy. Niedozwolone praktyki monopolowe stosują dostawcy wody, prądu oraz gazu.
Dwie niezapłacone przez klienta faktury za gaz lub wodę oznaczają w praktyce odcięcie ich dostarczania bez uprzedniego zawiadomienia. Takie działania dostawców mediów łamią prawa konsumentów. Z niedozwolonymi praktykami walczy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który, jeżeli stwierdzi naruszenie prawa antymonopolowego, może nakładać na przedsiębiorstwa kary finansowe.
Bez wznowienia
W przypadku gdy konsument pobiera prąd nielegalnie, przedsiębiorstwo energetyczne ma prawo wstrzymać dostawy.
- Przedsiębiorstwo energetyczne może wstrzymać dostarczanie energii elektrycznej, jeśli w wyniku przeprowadzonej kontroli stwierdzi, że nastąpił nielegalny jej pobór. Jednocześnie ma obowiązek bezzwłocznie wznowić dostawy, jeżeli ustaną przyczyny uzasadniające wstrzymanie dostarczania - tłumaczy Aneta Styrnik z biura prasowego UOKiK.
Wynika z tego, że nie można uzależniać wznowienia dostaw energii elektrycznej od uiszczenia przez konsumenta opłaty z tytułu nielegalnego poboru.
- Zdaniem UOKiK brak jest przepisów uprawniających przedsiębiorstwo energetyczne do tego typu działania. Za taką praktykę Urząd nałożył w 2006 roku na częstochowski oddział spółki Enion karę 100 tys. zł - mówi Aneta Styrnik z biura prasowego UOKiK.
Nie oznacza to, że przedsiębiorstwo nie może dochodzić swoich należności od nieuczciwego konsumenta. Musi to jednak robić zgodnie z prawem.
- Odrębną kwestią jest uprawnienie przedsiębiorcy do dochodzenia od konsumenta opłaty w wysokości określonej w taryfie lub odszkodowania na zasadach ogólnych z tytułu nielegalnego poboru energii - wyjaśnia Aneta Styrnik.
Bez uprzedzenia
Jeżeli konsument nie zapłaci za dwie faktury, dostawcy mediów często odcinają dostawę gazu, prądu czy też wody. Robią to bez uprzedzenia klienta o tym zamiarze.
- W przypadku zwłoki z opłatami wstrzymanie dostaw może nastąpić dopiero po pisemnym wezwaniu do zapłaty i wyznaczeniu dodatkowego dwutygodniowego terminu płatności - tłumaczy Maciej Turos, prawnik z Kancelarii Prawnej Gregorowicz-Ziemba, Krakowiak, Gąsiorowski.
Tymczasem jak informuje Aneta Styrnik, przedsiębiorstwa zamieszczają w umowach klauzule zobowiązujące klientów do uregulowania rachunku w ciągu 14 dni od daty jego wystawienia pod rygorem odcięcia wody w trybie natychmiastowym.
Takie działania naruszają interesy konsumentów i mają charakter bezprawny.
- Zgodnie z obowiązującym prawem odcięcie może nastąpić wyłącznie w określonych przypadkach, między innymi gdy: przyłącze wodociągowe lub kanalizacyjne wykonano nielegalnie, odbiorca usług nie uiścił należności za pełne dwa okresy obrachunkowe następujące po dniu otrzymania upomnienia, stwierdzono celowe uszkodzenie lub pominięcie urządzenia pomiarowego - wylicza Aneta Styrnik.
Obowiązek wznowienia
Jak wskazuje Maciej Turos, przedsiębiorstwo energetyczne jest zobowiązane do niezwłocznego wznowienia dostarczania mediów, jeżeli zostanie usunięta przyczyna wstrzymania dostaw - czyli zaległości zostaną uregulowane lub jeśli instalacja nie będzie już pomijała urządzeń pomiarowych.
Od tej zasady istnieje jednak wyjątek.
- Wyjątkiem będzie sytuacja, jeśli odbiorca będzie już zalegał przedsiębiorstwu energetycznemu z opłatami za nielegalny pobór ponad miesiąc i zostanie do ich uiszczenia wezwany na piśmie ze wskazaniem dodatkowego, dwutygodniowego terminu do dokonania. Jeśli wskazane terminy miną, zanim dostawy zostaną wznowione, przedsiębiorstwo energetyczne będzie mogło odmówić ich wznowienia. Do tego czasu jest zobowiązane do niezwłocznego wznowienia dostaw i uzależnienie tego od uiszczenia opłat za nielegalny pobór nie jest zgodne z przepisami - podkreśla Maciej Turos.
Ustalenie opłaty
Przedsiębiorca nie może dowolnie ustalać opłat za nielegalnie pobrane media.
- Urząd ma zastrzeżenia do praktyk stosowanych m.in. przez przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne, które polegają na ustalaniu, niezależnie od poniesionej przez zakład szkody, należności za pobraną ilość wody w przypadku kradzieży lub zawinionego przez odbiorcę uszkodzenia wodomierza na maksymalnym możliwym poziomie - informuje Aneta Styrnik.
Także w opinii prawników takie praktyki są niedozwolone.
- Warto podkreślić, że opłaty z tytułu zniszczenia licznika czy też nielegalnego poboru energii, ciepła lub gazu nie mogą być ustalone dowolnie. Opłata za zniszczenie licznika musi odzwierciedlać szkodę poniesioną przez przedsiębiorstwo energetyczne, a opłaty z tytułu nielegalnego poboru nie mogą być wyższe niż dwukrotność opłat za analogiczny okres - podkreśla Maciej Turos.
100 tys. zł kary zapłaciła spółka Enion za praktyki monopolistyczne
OPINIA
Tomasz Snażyk
prawnik w kancelarii Gide Loyrette Nouel
Nielegalne korzystanie z paliw lub energii to pobieranie ich bez zawarcia umowy z przedsiębiorstwem energetycznym, z całkowitym albo częściowym pominięciem układu pomiarowo-rozliczeniowego lub poprzez ingerencję w ten układ mającą wpływ na zafałszowanie pomiarów. Istnieje kilka dróg ochrony interesów firm energetycznych. Pierwszą jest uprawnienie do wstrzymania dostawy energii, jeżeli w wyniku kontroli układu pomiarowo-rozliczeniowego zostanie stwierdzone, że nastąpił nielegalny pobór energii. Po drugie, przedsiębiorstwo może pobierać opłaty za nielegalnie pobraną energię w wysokości określonej w taryfie. Po trzecie, może dochodzić odszkodowania. Przedsiębiorstwo powinno zawiadomić policję w przypadku nielegalnego poboru energii, gdyż jest to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.
Właściciele nielegalnie wybudowanych przed 1995 rokiem domów mogą zalegalizować je za darmo do końca roku. Konieczne jest tylko złożenie wniosku. Jakie korzyści płyną z legalizacji?
Wszystkie nielegalnie wybudowane przed 1995 rokiem domy zostaną zalegalizowane bezpłatnie. Przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy - Prawo budowlane przewiduje, że obiekty budowlane wybudowane do 1 stycznia 1995 r. bez wymaganych pozwoleń lub z innym naruszeniem prawa zostaną zalegalizowane z mocy prawa. Ich właściciele nie będą musieli ponosić z tego tytułu żadnych opłat. Właściciele samowoli, którzy będą chcieli skorzystać z tej abolicji, będą musieli się spieszyć, bowiem wnioski będzie można składać tylko do końca tego roku.
- Zdecydowaliśmy się na wprowadzenie takiej amnestii, gdyż raz na zawsze chcemy uregulować stan prawny takich budynków. Często są one zamieszkane od lat, a ich właściciele nie mają uregulowanej sytuacji prawnej - mówi Aldona Młyńczak, posłanka PO i sprawozdawca projektu.
Zdaniem Jana Spółczyńskiego, projektanta budowlanego, automatyczna legalizacja samowoli będzie korzystna dla właścicieli.
- Dziś mają oni problemy przy sprzedaży domu, podziale nieruchomości, darowiźnie czy staraniu się o kredyt hipoteczny - wyjaśnia Jan Spółczyński.
Właściciele samowoli budowlanych wybudowanych przed 1 stycznia 1995 r., którzy zechcą je zalegalizować, będą musieli jedynie wystąpić z wnioskiem do organu nadzoru budowlanego o potwierdzenie legalności obiektu. Jeżeli organ nadzoru budowlanego stwierdzi, że do dnia wejścia w życie nowelizacji ustawy - Prawo budowlane nie było prowadzone żadne postępowanie administracyjne przeciwko właścicielowi samowoli, to będzie musiał wydać zaświadczenie o legalności obiektu.
Potrzebna abolicja
- Przedawnieniu ulegają nawet najcięższe zbrodnie. Z tego względu potrzebne było wprowadzenie przedawnienia samowoli budowlanych - mówi Mariusz Linettej, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Inowrocławiu.
- Po 14 latach nadzór budowlany ma coraz więcej trudności z udowodnieniem właścicielowi, że dopuścił się samowoli budowlanej. Jeżeli budynek nie był przedmiotem postępowania prowadzonego przez nadzór budowlany, tzn. że został wybudowany zgodnie ze sztuką budowlaną i powinna nastąpić jego legalizacja - dodaje.
Wystarczy zgłoszenie
Do wniosku o legalizację właściciel nie musi dołączać dodatkowych dokumentów, które będą potwierdzały np. spełnienie wymagań technicznych lub zgodność z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Wystarczy sam wniosek o potwierdzenie legalności obiektu budowlanego. Jednocześnie z tytułu legalizacji właściciel nie poniesie żadnych opłat. Jest to bardzo ważne, gdyż dziś to właśnie konieczność uiszczania opłat legalizacyjnych jest największą przeszkodą w legalizowaniu samowoli. Opłaty te są wysokie i np. za legalizację domu jednorodzinnego trzeba zapłacić 50 tys. zł.
Kontrole nadzoru
Właściciele samowoli, którzy zdecydują się na bezpłatną legalizację swoich obiektów, muszą pamiętać o tym, że nadal budynek musi spełniać wszystkie normy techniczne.
- Bezpłatna legalizacja z mocy prawa nie oznacza, że budynki nie muszą spełniać np. norm technicznych. Nadzór budowlany nie straci swoich uprawnień do kontroli wynikających np. z art. 66 prawa budowlanego - wyjaśnia Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana.
Tak więc, jeżeli w toku kontroli nadzór stwierdzi, że obiekt zagraża życiu lub zdrowiu ludzi, bezpieczeństwu mienia bądź środowiska albo jest w taki sposób użytkowany lub jest w nieodpowiednim stanie technicznym, a także powoduje swym wyglądem oszpecenie otoczenia, to może nakazać usunięcie nieprawidłowości, określając termin wykonania tego obowiązku. Nadzór może zakazać użytkowania obiektu lub jego części do czasu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości. Prace trzeba wykonać na swój koszt.
Bezpieczeństwo budynków
Automatyczna legalizacja samowoli powinna przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa tych obiektów.
- Jeżeli samowola budowlane zostanie zalegalizowana, to na jego właściciela zostaną nałożone wszelkie obowiązki wynikające z utrzymania obiektu budowlanego. Właściciel będzie musiał dokonywać przeglądów rocznych i pięcioletnich - wyjaśnia Mariusz Linettej.
Nowelizacja prawa budowlanego, która przewiduje możliwość zalegalizowania samowoli, trafiła do Senatu. Ma ona wejść w życie po upływie sześciu miesięcy od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Kredyt we frankach szwajcarskich na zakup 100 proc. wartości nieruchomości oferuje dzisiaj tylko pięć banków. Tylko dwa rozłożą spłatę na 50 lat i także dwa nie pobiorą prowizji.
Jedną z bardziej dotkliwych zmian jest konieczność zakupu mieszkania w części za własne pieniądze. W przypadku kredytów złotowych nie jest jeszcze tak źle. Kredytów na 100 proc. LTV (ang. loan to value - stosunek kwoty kredytu do wartości nieruchomości) udziela połowa instytucji na rynku hipotek: BOŚ, Deutsche Bank PBC, Fortis Bank, Kredyt Bank, Lukas Bank, mBank, MultiBank, Nordea, DnB Nord i Polbank EFG.
Uzyskanie kredytu we frankach szwajcarskich na 100 proc. LTV już nie będzie łatwe. Udzielają ich mBank, MultiBank, Deutsche Bank PBC, Polbank i DnB Nord. O kredyt w Deutsche Banku mogą wnioskować jednak osoby, które zarabiają co najmniej 12 tys. zł miesięcznie. DnB Nord poprzeczkę ustawił na poziomie 10 tys. zł.
Marże w górę
Wzrosły też marże. To bardzo istotny parametr, ponieważ jest stały w całym okresie kredytowania. Stawki w niektórych bankach wręcz zniechęcają do złożenia wniosku. W przypadku kredytu złotowego na 300 tys. zł i przy maksymalnym wskaźniku LTV akceptowanym w banku marże zaczynają się od 1,35 pkt proc. (Bank BGŻ, Bank Zachodni WBK) czy 1,5 pkt proc. (ING Bank), ale mogą też być kilkukrotnie wyższe, np. w DomBanku (4,81 pkt proc.), GE Money Banku (5 pkt proc.), mBanku (6,4 pkt proc.) i MultiBanku (6,8 pkt proc.).
Marże kredytów frankowych są zaporowe. Silne i gwałtowne osłabienie złotego było zaskoczeniem nie tylko dla klientów, ale również dla banków. Należy się więc spodziewać, że o kredyt walutowy - i to bez czekania na kolejne rekomendacje KNF - będzie bardzo trudno.
Najniższe marże oferuje Deutsche Bank PBC i DnB Nord (3 pkt proc. przy kredycie na 100 proc. LTV) i Nordea Bank (2,6-4 pkt proc., kredyt na maksymalnie 80 proc. LTV). Marżę poniżej 2 pkt proc. można uzyskać w Banku BPH, ale warunkiem ubiegania się o kredyt frankowy jest uzyskiwanie dochodów w tej walucie lub posiadanie depozytu w banku o wartości 500 tys. zł. Ponadto bank udziela kredytu na maksymalnie 70 proc. LTV, stąd marża może wyglądać atrakcyjnie.
Banki przyzwyczaiły konsumentów do promocji, często polegających na braku prowizji. To ważny koszt, bo płacony w momencie uruchomienia kredytu. Nie każdy bank pozwala też tę opłatę skredytować. Prowizja 2 proc. od kredytu 300 tys. zł oznacza wydatek 6 tys. zł.
Aktualnie nie pobiera jej GE Money Bank i DnB Nord. W mBanku będziemy zwolnieni z prowizji, ale pod warunkiem wykupienia pakietu ubezpieczeniowego. Inaczej może ona wynieść nawet 5 proc. W Fortis Banku prowizja wynosi 1 proc., w DomBanku od 0,5 do 1 proc., a w ING Banku 1,2 proc. W pozostałych bankach zapłacimy 1,5-3,5 proc. Warto wiedzieć, że prowizja jest najbardziej elastycznym parametrem kredytu hipotecznego i warto negocjować jej obniżenie. Bank może pójść na rękę zwłaszcza osobom, które biorą kredyt o dużej wartości, oraz stałym klientom, korzystającym z innych produktów bankowych.
Kredyt na pół wieku
Kilka banków skróciło też maksymalne okresy kredytowania. Może to być istotne dla klientów, którzy będą mieć problemy ze spłatą kredytu. W takiej sytuacji najprostszym rozwiązaniem jest wydłużenie okresu spłaty, co skutkować będzie zmniejszeniem miesięcznej raty. Może się jednak okazać, że oferta banku nie pozwoli na taki manewr. Wydaje się jednak, że w sytuacji kryzysowej banki powinny być bardziej elastyczne. Kredytów na 50 lat nadal udzielają BOŚ i Fortis Bank, a na 45 lat Nordea Bank i DnB Nord. Kredyt na maksymalnie 40 lat gotowe są rozłożyć Bank BGŻ, Deutsche Bank PBC, ING Bank, Kredyt Bank PKO BP i Polbank. W pozostałych bankach maksymalny okres kredytowania wynosi 30 lub 35 lat.
Na cenę kredytu wpływa nie tylko marża i prowizja. Kredytobiorcy muszą uwzględnić również koszt ubezpieczenia pomostowego, często niskiego wkładu własnego czy obowiązkowej polisy na życie. Ciekawe elementy oferty nie muszą oznaczać, że cały produkt jest atrakcyjny. Dlatego najwygodniej jest wyliczyć rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, która uwzględnia wszystkie koszty kredytu. Według tego kryterium przygotowany został najnowszy ranking kredytów na zakup nieruchomości.
NOTARIUSZ OBOWIĄZKOWO PRZYJMIE DEPOZYT ZA MIESZKANIE
Na życzenie klienta notariusz będzie musiał przyjąć pieniądze i papiery wartościowe do depozytu. Rejenci będą musieli przechowywać przekazane środki na specjalnych rachunkach powierniczych w bankach. Notariusze obawiają się przerzucenia na nich pełnej odpowiedzialności za depozyty ulokowane w bankach.
Notariusz będzie miał obowiązek, a nie jak teraz prawo, przyjąć do depozytu pieniądze lub papiery wartościowe na żądanie klienta. Taką zmianę proponują senatorowie PO, którzy przygotowali projekt nowelizacji ustawy - Prawo o notariacie. W sobotę oficjalne stanowisko wobec pomysłu senatorów zajmie Krajowa Rada Notarialna.
Bezpieczeństwo transakcji
Teraz notariusz może, ale nie musi się zgodzić na przyjęcie do depozytu pieniędzy lub papierów wartościowych.
- Wprowadzając ten obowiązek, chcemy zwiększyć bezpieczeństwo obrotu, zwłaszcza przy transakcjach sprzedaży nieruchomości - uzasadnia Mariusz Witczak (PO), senator sprawozdawca.
- Nasza propozycja wynika z obserwacji praktyki zawierania aktów notarialnych. Nierzadko zdarza się, że prawo własności jest przenoszone w piątek, a dopiero w poniedziałek osoba, która sprzedała nieruchomość, otrzymuje pieniądze za pomocą przelewu bankowego. To powoduje niepokój i stan niepewności - mówi senator.
- Teoretycznie można sobie także wyobrazić, że po podpisaniu aktu nieuczciwy kupujący nie przelewa pieniędzy. A co, jeśli nabywca nieruchomości zaraz po podpisaniu umowy ulegnie wypadkowi i jest osobą całkowicie samotną? Na pieniądze sprzedający będzie musiał długo jeszcze poczekać - dodaje senator.
Walizka z pieniędzmi
- To także kłopot dla kupującego. Sprzedający często wymuszają, aby kontrahent przyniósł do notariusza gotówkę. Zwykle w grę wchodzą kwoty ok. 500 tys. zł, więc znam przypadki, kiedy kupujący przychodzi do notariusza z walizką pieniędzy w asyście ochroniarzy lub rozdziela kwotę między najbliższych członków rodziny i całą grupą stawiają się u notariusza - wskazuje senator Witczak.
Aby przyjąć depozyt, notariusz będzie musiał mieć specjalny rachunek bankowy prowadzony osobno dla każdej sumy depozytowej, czyli tzw. notarialny bankowy rachunek powierniczy. Papiery wartościowe raczej także będzie przechowywał w banku, a nie we własnym sejfie.
- Złożenie depozytu u notariusza będzie bardzo proste w praktyce. Notariusz będzie miał specjalny rachunek bankowy. Osoba zamierzająca kupić nieruchomość, będzie musiał wpłacić na to konto pieniądze przed podpisaniem do aktu notarialnego. W momencie przystępowania do aktu notarialnego pieniądze będą już zdeponowane u notariusza, ale dopóki nie zostanie podpisany akt notarialny, będą one własnością osoby, która oddała je do depozytu - wyjaśnia senator Mariusz Witczak.
- Czyli jeśli ktoś się rozmyśli i nie podpisze aktu, to te pieniądze będą zwracane, a jeśli złoży podpis pod aktem notarialnym, to notariusz będzie zobowiązany przekazać pieniądze tej osobie, która zbyła nieruchomość - dodaje.
Obowiązek podatkowy przy spadkach ciąży na nabywcy własności rzeczy i praw majątkowych, a przy darowiźnie na obdarowanym i darczyńcy.
Ulga mieszkaniowa w podatku od spadków i darowizn znajduje się w art. 16 ustawy o podatku od spadków i darowizn. Mogą z niej skorzystać podatnicy z I grupy podatkowej, którzy otrzymają nieruchomość w spadku lub darowiźnie. Dla pozostałych podatników jest przewidziana przy otrzymaniu nieruchomości głównie w formie dziedziczenia.
Ważny metraż
Zgodnie z przepisami ustawy o podatku od spadków i darowizn w przypadku nabycia własności (współwłasności) budynku mieszkalnego lub lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość, spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub udziału w takim prawie, spółdzielczego prawa do domu jednorodzinnego albo udziału w takim prawie:
• w drodze dziedziczenia, zapisu, dalszego zapisu, polecenia testamentowego, darowizny lub polecenia darczyńcy przez osoby zaliczane do I grupy podatkowej,
• w drodze dziedziczenia, zapisu, dalszego zapisu lub polecenia testamentowego przez osoby zaliczane do II grupy podatkowej,
• w drodze dziedziczenia, zapisu, dalszego zapisu lub polecenia testamentowego przez osoby zaliczane do III grupy podatkowej, które sprawowały opiekę nad wymagającym takiej opieki spadkodawcą, na podstawie pisemnej umowy z podpisem notarialnie poświadczonym, przez co najmniej dwa lata od dnia poświadczenia podpisów przez notariusza
- nie wlicza się do podstawy opodatkowania ich czystej wartości do łącznej wysokości nieprzekraczającej 110 mkw. powierzchni użytkowej budynku lub lokalu. W przypadku nabycia części (udziału) budynku mieszkalnego lub lokalu albo udziału w spółdzielczym prawie do budynku mieszkalnego lub lokalu ulga przysługuje stosownie do wielkości udziału.
Płacimy gigantyczny haracz międzynarodowej finansjerze
W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło w ciągu ostatniego roku nawet 20–30 mld zł. W procederze tym główną rolę odegrały spółki związane z Cezarym Stypułkowskim i Janem Krzysztofem Bieleckim.
Recesja w krajach ościennych, rosnące bezrobocie, gwałtowne spowolnienie wzrostu gospodarczego, zatory płatnicze wywołane przez rząd – to nie jedyne kłopoty przedsiębiorców w Polsce. Gwoździem do trumny krajowej ekonomii mogą okazać się tzw. opcje walutowe, sprzedawane przez banki setkom firm od lipca do października 2008 r. Na podstawie tych kontraktów polskie spółki muszą dziś przekazywać większość lub całość swoich zysków za granicę.
Jak do tego doszło? Wszystko wskazuje na to, że polscy biznesmeni padli ofiarą nie tyle własnej lekkomyślności, ile brutalnej akcji międzynarodowych banków inwestycyjnych.
Polacy pracują na bankierów
Najprościej rzecz ujmując – opcja walutowa to instrument, dzięki któremu firma eksportująca swoje produkty za granicę może zminimalizować ryzyko kursowe. Główny dostawca tej usługi na rynek polski – amerykański JP Morgan – oferował jednak „pakiety” z opcjami typu PUT i CALL. Kupno przez spółki tych pierwszych oznaczało nabycie prawa do sprzedaży bankom euro lub dolara po określonym kursie. Był to zatem po prostu rodzaj ubezpieczenia od mocnej złotówki.
Problem w tym, że z bezpiecznymi opcjami PUT banki zaoferowały firmom wystawianie „toksycznych” opcji CALL. Dzięki nim zagraniczne instytucje finansowe uzyskały prawo do pobierania opłat za wyższy niż zapisany w umowie kurs waluty obcej wobec złotego. Jak wynika z raportu dr. Mariusza Andrzejewskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – zdecydowana większość sprzedawanych firmom „pakietów” składała się z opcji PUT i CALL o różnych nominałach (np. opcja PUT o nominale 200 tys. euro, a opcja CALL – 600 tys. euro), ryzyko nie było więc rozłożone symetrycznie. Spółki mogły niewiele zyskać i niewyobrażalnie dużo stracić.
– Tak skonstruowaną umowę najłatwiej porównać do gry w Dużego Lotka na radykalnie zmienionych zasadach. Wyglądałoby to mniej więcej tak: klient wydaje własne pieniądze na kupon, na którym skreśla sześć z 49 liczb. Jeśli trafi „dwójkę”, „trójkę” lub „czwórkę” (czyli złotówka się umocni), dostaje z kasy Totka niewielkie pieniądze. Jeśli jednak padnie „piątka” lub „szóstka” (złotówka znacząco spadnie) – musi przez kilka lat oddawać Totolotkowi wszystko, co zarobi. Przy czym w naszym przypadku organizator tego hazardu doskonale wiedział, jakie będą wyniki „losowania” – mówi „GP” akcjonariusz dużej polskiej firmy, która już ponad połowę swoich zysków musi transferować za granicę.
Podobnych spółek są w Polsce setki. Zakłady Magnezytowe "Ropczyce" będą musiały w ramach kontraktów opcyjnych zapłacić Bankowi Millennium 12 mln zł, "Ciech" stracił na opcjach już ponad 100 mln zł (a to dopiero początek), upadające Krośnieńskie Huty Szkła zaksięgowały w rezultacie takich umów stratę w wysokości 39 mln zł. Z racji spowodowanego przez opcje zadłużenia (sięgającego odpowiednio 100 mln zł i 120 mln euro) upadły Odlewnie Polskie i produkujące elektrofiltry "Elwo". Według biznesmena Zbigniewa Jakubasa – straty naszych firm na opcjach mogą sięgnąć wkrótce ponad 50 mld zł.
Dezinformacja pełna "cudownych" przypadków
Najważniejsi sprzedawcy opcji walutowych w Polsce to JP Morgan i UniCredit – główny akcjonariusz Pekao SA (choć według rzecznika tego ostatniego banku z opcjami Pekao nie ma problemów, gdyż były one wyłącznie zabezpieczeniem "ryzyka wynikającego z działalności handlowej klienta"). W międzynarodowej radzie tego pierwszego banku zasiada od kilku miesięcy były komunista Anatolij Czubajs, jeden z "ojców" kariery politycznej Putina. Szefem bankowości inwestycyjnej JP Morgan na Europę Środkowo-Wschodnią jest Cezary Stypułkowski – słynny eksprezes Banku Handlowego związanego z aferą FOZZ. W polskich spółkach należących do UniCredit pracuje lub pracowało z kolei wielu ludzi związanych z KL-D i PO, m.in. Jan Krzysztof Bielecki oraz obecny minister finansów Jacek Rostowski.
Dlatego – choć hipoteza, że te międzynarodowe holdingi znały przyszły kurs złotego i nań wpływały, może wydawać się teorią spiskową – warto przyjrzeć się pewnym "cudownym" zbiegom okoliczności towarzyszącym zawieraniu "toksycznych" kontraktów opcyjnych.
Przede wszystkim większość analityków finansowych – ze szczególnym uwzględnieniem ekonomistów z banków sprzedających opcje – przekonywało latem i jesienią, że złoty będzie się umacniał względem euro i dolara. Pod koniec czerwca 2008 r. analityk Pekao SA, Marcin Bilbin, twierdził np., że "umocnienie złotego będzie trwało", a "trend wzrostowy w dłuższej perspektywie jest jasny i nie powinno się tutaj nic zmienić" ("Rzeczpospolita" 27.06.08).
W lipcu Bilbin był jeszcze większym optymistą: "Wprawdzie ostatnio złoty umacniał się szybciej, niż wskazywałyby na to przesłanki fundamentalne, ale wiele czynników, w tym perspektywa wejścia Polski do strefy euro, przemawia za tym, że w długim okresie złoty będzie silną walutą" ("GW" 24.07.08). W tym samym dniu – a był to szczytowy okres handlu opcjami – analityk Pekao SA roztaczał świetlane wizje złotówki także w "Rzeczpospolitej": "Przy solidnych fundamentach gospodarki ryzyko osłabienia złotego jest małe. [...] Większość prognoz bankowych wskazuje, że złoty pozostanie silny. Wprawdzie trudno liczyć, iż dalej będzie się tak szybko umacniał jak dotychczas, ale w najgorszym razie frank nie powinien zdrożeć więcej niż o kilka procent".
Podobnie zachowywali się inni bankowi ekonomiści. Jeszcze jesienią 2008 r. analitycy BPH (gdzie UniCredit ma udziały) uspokajali, że "niebawem rynek zacznie doceniać solidne podstawy naszej gospodarki i złoty zacznie zyskiwać" ("GW" 9. 09.08). "Wszystko się tutaj powoli uspokoi i złotówka zacznie się umacniać. Wpływ na to będzie miało dążenie naszego kraju do wejścia do strefy euro" – dodawał Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny Noble Banku ("GW" 30.10.08). Co ciekawe – w listopadzie, gdy zaprzestano zawierać umowy na opcje walutowe – optymistyczne głosy specjalistów od złotówki ucichły.
JP Morgan i UniCredit atakują
Banki, które pół roku temu przepowiadały (ustami analityków) umocnienie się złotego, sprzedając jednocześnie asymetryczne opcje walutowe, z pewnością wiedziały, że wakacyjny, rekordowo wysoki kurs złotówki to wynik prowadzonej z zimną krwią gry spekulacyjnej. Nawet wspominany już Marcin Bilbin z Pekao SA przyznawał ostrożnie w lipcu 2008 r., że za rekordową pozycją złotego stoi "wzrost aktywności banków londyńskich i amerykańskich na naszym rynku". Czy spekulacji tych nie dokonywali przypadkiem sami sprzedawcy opcji walutowych?
Tego na razie nie wiemy – mamy natomiast prawo przypuszczać, że jesienią 2008 r., gdy złotówka zaczęła nagle lecieć w dół, spadkom tym pomagały właśnie... JP Morgan i UniCredit. Pierwsza z tych instytucji, sprzedająca w Polsce opcje głównie za pośrednictwem lokalnych banków, pod koniec października opublikowała wyjątkowo nierzetelny raport na temat sytuacji polskich finansów. Zawarto w nim m.in. sugestię, że nasz kraj czekać będzie znacznie gorszy kryzys niż na Węgrzech, a złoty jest dużo słabszą walutą niż forint. Raport, z którym mogli zapoznać się inwestorzy na całym świecie, mógł odbić się na złotówce jedynie negatywnie.
Inną zagrywką JP Morgan był tzw. fixing cudów na warszawskiej giełdzie. Osoby związane z tą spółką sztucznie zawyżyły rynek akcji, aby zarobić w tym samym czasie na obstawieniu spadków na rynku kontraktów terminowych i wywołać zamieszanie na giełdzie (sprawa trafiła do prokuratury). Jakby tego jeszcze było mało, w tym samym czasie (10 listopada) ukazał się kolejny raport JP Morgan, zawierający fatalne prognozy dla polskiej gospodarki. Następny dokument, który nie wpłynął dobrze na złotego, opublikowano w grudniu – zawierał on zupełnie niewiarygodną prognozę, że za rok euro kosztować będzie 2,81 zł (kilka dni później analitycy Morgana tłumaczyli, że... pomylili euro z dolarem). Nie trzeba dodawać, że każde osłabienie złotówki oznaczało (i oznacza) dla JP Morgan milionowe wpływy – oczywiście z zysków wypracowanych przez polskie firmy...
Na wzroście polskiej waluty nie zależało też z pewnością holdingowi UniCredit, którego analityk bezpodstawnie obniżył w listopadzie 2008 r. cenę docelową akcji Lotosu z 25 zł do... zera. Zdaniem Andrzeja Szcześniaka, eksperta paliwowego, był to atak spekulacyjny na Lotos, mający na celu obniżenie jego wartości. Lotos, przypomnijmy, to jedna z kilku strategicznych grup kapitałowych w Polsce – osłabienie jej pozycji na rynku spowodowałoby gwałtowną zniżkę kursu złotego.
Ratujmy polską gospodarkę
Głównymi beneficjentami handlu opcjami walutowymi są ich pierwotni sprzedawcy (JP Morgan i UniCredit, a także – jak ustalił "Parkiet" – Citigroup), a nie pośredniczące w procederze polskie filie zachodnich banków. Niewykluczone więc, że cała akcja to druga faza transferu polskich pieniędzy do zachodnich banków, mocno podupadłych w wyniku ogólnoświatowego kryzysu.
Za pierwszy etap tej operacji można uznać wyjątkowo wysokie dywidendy, jakie oddziały banków w Polsce wypłacały swoim głównym akcjonariuszom, czyli spółkom-matkom. Dla przykładu: 23 kwietnia 2008 r., wbrew stanowisku Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), Pekao SA wypłaciło rekordową dywidendę w wysokości – uwaga – 2,5 mld zł. Większość z tej gigantycznej sumy, przewyższającej zysk netto banku (!) za rok 2007, trafiła oczywiście do przeżywającego poważne kłopoty UniCredit. Włosi, a także prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki, nie przejęli się przy tym faktem, że po wypłacie dywidendy akcje polskiej spółki spadły w ciągu paru miesięcy aż o 22 proc. Dziwnie zachowali się w tej sytuacji także przedstawiciele skarbu państwa, którzy głosowali za dywidendą, wiedząc, że jej wypłata była dla mniejszościowych akcjonariuszy (a więc i dla SP) niekorzystna.
Owa beztroska urzędników państwowych – zarówno w przypadku dywidendy Pekao, jak i w sprawie handlu opcjami – każe niestety sądzić, że zachodnie banki inwestycyjne będą drenować polskie firmy jeszcze przez kilkadziesiąt miesięcy. Jedyną szansą na przetrwanie dla przedsiębiorców, którzy przegrali na kontraktach opcyjnych, pozostaje ich unieważnienie – bądź to na drodze ustawowej, bądź sądowej (niektóre firmy już zresztą złożyły pozwy przeciw bankom). W przeciwnym razie stracimy setki przynoszących zyski firm, a nasza gospodarka – i tak osłabiona już przez kryzys – szybko znajdzie się na skraju przepaści.
Jak najłatwiej unieważnić opcje? Wicepremier Waldemar Pawlak, który chyba jako jedyny członek rządu PO–PSL dostrzegł skalę grożącego Polsce niebezpieczeństwa, skłania się ku rozwiązaniu ustawowemu. Jego zdaniem – podstawy prawne dla unieważnienia umów na opcje można wywieść z prawa europejskiego, a nawet kodeksu cywilnego, zakazujących realizacji umów prowadzących do wyzysku jednej ze stron. Ustawowe anulowanie kontraktów opcyjnych zaleca także cytowany już dr Mariusz Andrzejewski, który w swoim naukowym raporcie udowodnił, że "toksyczne", asymetryczne opcje były transakcjami czysto hazardowymi. Czy jednak na propozycje Pawlaka zgodzi się PO?
Minister finansów Jacek Rostowski – notabene były doradca zarządu Pekao SA – stwierdził, że ma "poważne wątpliwości, czy jakakolwiek forma unieważnienia opcji byłaby z zgodna konstytucją". Poza tym – jak dodał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" – "prawo nie działa wstecz", a "eśli firma zawarła kontrakt z pięcioma bankami, z każdym na sumę oczekiwanych dochodów z eksportu, to trudno mówić o roztropności".
Jak to zrobili Włosi: "Pół roku temu informowaliśmy o »aferze UniCredit« we Włoszech. Włoscy dziennikarze nagrali z ukrytej kamery, jak pracownicy UniCredit nakłaniają przedsiębiorcę do transakcji zakupu opcji, nie informując go o ryzyku, na jakie będzie wystawiony. [...] W tym samym programie możemy zapoznać się z wewnętrznymi dokumentami UniCredit, które jasno dowodzą, że pracownicy banku byli w pełni świadomi, iż 90 proc. ryzyka strat związanych ze sprzedawanym produktem leży po stronie nieświadomego nabywcy. Od ukazania się programu UniCredit przegrywa „z automatu” sprawy sądowe wytaczane przez nabywców instrumentów finansowych. Wprowadzono też zakaz sprzedaży ryzykownych instrumentów pochodnych spółkom o profilu niefinansowym, co polecamy natychmiastowej uwadze KNF. Uniknięto wielu upadłości" - z blogu Jerzego Bielowicza i Michela Marbota – mniejszościowych udziałowców UniCredit Group
źródło : Gazeta Polska
17.02.2009 10:39/Gazeta Polska, Grzegorz Wierzchołowski
ROŚNIE NIELEGALNY HANDEL CERTYFIKATAMI ENERGETYCZNYMI W INTERNECIE
Certyfikat energetyczny można kupić w internecie nawet za kilkaset złotych. Nowelizacja prawa budowlanego wprowadza dla osób sporządzających certyfikaty surowszą odpowiedzialność.
ANALIZA
Nabywcy i najemcy nieruchomości z rynku wtórnego rzadko są zainteresowani certyfikatami energetycznymi. Dzieje się tak dlatego, że jakość tych dokumentów jest niska i nie spełniają swojego zadania. Zgodnie z przepisami świadectwa miały pokazywać zużycie energii w budynku czy mieszkaniu, a tym samym koszty ich ogrzewania. W internecie bez trudu można znaleźć ogłoszenia o sporządzeniu certyfikatu za niewielką opłatą (już od kilkudziesięciu do kilkuset złotych) oraz bez zbędnych formalności. Zainteresowany musi przez internet wypełnić jedynie ankietę, podając w niej rodzaj budynku, jego wiek, powierzhnię użytkową, rodzaj ogrzewania, liczbę okien oraz położenie budynku. Już po kilkunastu dniach od wysłania ankiety i uregulowania należności otrzymuje się pocztą gotowy certyfikat. nieruchomości,której nie widział - dodaje
Nierzetelne informacje
- Wartość takich certyfikatów jest minimalna. Przekazanie danych umożliwia podstawienie ich do wzorów i wyliczenie wartości, na podstawie których można sporządzić certyfikat. Jednak osoba, która nie widziała budynku, nie ma pewności, że dane są prawdziwe. Jest wiele podmiotów, którym może zależeć na przesłaniu nieprawdziwych informacji, gdyż np. chcą mieć lepszą jakość energetyczną sprzedawanego lokalu - uważa Tomasz Lebiedź, pośrednik nieruchomości.
To tak, jakby rzeczoznawca majątkowy miał oszacować wartość
Konkurencyjne ceny
Pomimo małej wiarygodności certyfikatów sporządzanych na odległość nie brakuje na nie chętnych. Ich ceny są konkurencyjne wobec cen certyfikatów sporządzanych uczciwie. Nie przekraczają 500 zł np. za dom jednorodzinny. Dzwoniąc do reklamujących się certyfikatorów, trafiliśmy też na ofertę świadectwa dla 25-metrowej kawalerki za 90 zł plus koszty przesyłki.
- Normalnie ceny świadectw dla domu jednorodzinnego wahają się w granicach 1,5-3 tys. zł, w zależności od jego powierzchni stopnia skomplikowania oraz posiadanej dokumentacji technicznej - wyjaśnia Tomasz Lebiedź.
Obowiązek inwestora
W przypadku nowo wybudowanych mieszkań i domów, nawet powstałych w systemie gospodarczym (bez udziału dewelopera, siłami dewelopera) każdy inwestor i właściciel ma obowiązek posiadania certyfikatu energetycznego.
- Nie ma żadnej dowolności i w każdym przypadku konieczny jest certyfikat. Bez tego dokument właściciel nie może przystąpić do użytkowania budynku. Konieczne jest więc jego dołączenie do zawiadomienia o zakończeniu budowy lub wniosku o pozwolenie na użytkowanie budynku - wyjaśnia Zbigniew Radomski, dyrektor Departamentu Rynku Budowlanego i Techniki w Ministerstwie Infrastruktury.
Problem jednak w tym, że nikt nie sprawdza jakości certyfikatów. Przy oddawaniu budynku do użytkowania dla urzędnika liczy się tylko to, że złożona dokumentacja jest kompletna, czyli że zawiera m.in. certyfikat. Większość prywatnych inwestorów (najczęściej ci, którzy domy i inne budynki wznoszą w systemie gospodarczym) woli więc wydać kilkaset złotych zamiast kilku tysięcy.
- Po co płacić kilka tysięcy złotych za dokument, który nie jest mi do niczego potrzebny - mówi pan Łukasz z Warszawy, który kończy budowę domu
Odpowiedzialność zawodowa
Sporządzanie niskiej jakości certyfikatów energetycznych za pośrednictwem internetu i oszukiwanie klientów możliwe jest głównie dlatego, że część certyfikatorów czuje się bezkarna. Ustawa, która wprowadziła obowiązek posiadania certyfikatów energetycznych, nie przewiduje bowiem żadnej sankcji dla osoby, która nieprawidłowo go sporządzi.
- Nie oznacza to jednak, że osoby te są bezkarne. Jeżeli ktoś nie sprawdza przekazanych mu danych i sporządza na ich podstawie dokument, czyli certyfikat, to może ponieść odpowiedzialność karną za fałszerstwo - wyjaśnia Andrzej Dobrucki, wiceprezes Polskiej Izby Inżynierów budownictwaPrzypomina, że jeżeli taki certyfikat sporządzi członek Izby Inżynierów Budownictwa, to może zostać pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej i wydalony z Izby.
- Rząd przyjął już nowelizację prawa budowlanego, która wprowadza surowszą odpowiedzialność osób sporządzających certyfikaty - mówi Anna Sas-Micuń, naczelnik Wydziału Oceny Energetycznej Budynków w Ministerstwie Infrastruktury. Zgodnie z nowelizacją certyfikatorzy będą zobowiązani do przechowywania certyfikatu przez 10 lat. Będą oni musieli wykonywać czynności zawodowe z należytą starannością i stale podnosić swoje kwalifikacjeObowiązkowe ma być także zawarcie przez nich umowy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. Niedopełnienie tych obowiązków spowoduje utratę uprawnienia do sporządzania świadectw. Utratą prawa do wystawiania certyfikatów energetycznych będzie mogła też zostać ukarana osoba, która sporządzi certyfikat dla budynku, w którego budowie uczestniczyła, była wykonawcą robót budowlanych lub jest jego właścicielem lub zarządcą albo posiada spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego. Świadectwa nie będzie mogła także sporządzić osoba, co do której zachodzą wątpliwości w zakresie jej obiektywizmu i rzetelności.
CO POWINIEN OKREŚLAĆ CERTYFIKAT ENERGETYCZNY
• Położenie lokalu, dane o jego właścicielu oraz o wartość wskaźnika EP, czyli rocznego zapotrzebowania energii na jednostkę powierzchnidostarczonej do budynku lub lokalu wyrażoną w kWh/m2/rok
• Dane techniczne i konstrukcyjne mieszkania i budynku, w którym jest ono położone
• Charakterystykę energetyczną lokalu mieszkalnego zawierającą dane o zapotrzebowaniu na energię oraz wartości wskaźnika EP wyrażonego w kWh/m2/rok
• Ocenę charakterystyki energetycznej, polegającą na określeniu zapotrzebowania na energięi porównaniu go z wartościami we wzorcowym budynku
• Możliwości zmniejszenia zapotrzebowania energii w lokalu
• Podstawę prawną świadectwa oraz korzystania ze świadectwa
Nadzór kończy prace nad rekomendacją ograniczającą wielkość udzielanych kredytów. Tymczasem niektóre banki znów zaoferowały kredyt na 100 proc. wartości nieruchomości.
Komisja Nadzoru Finansowego zakończyła już konsultacje z sektorem bankowym w sprawie wprowadzenia nowej, noszącej oznaczenie T, rekomendacji. Zgodnie z jej brzmieniem, każdy potencjalny kredytobiorca pragnący wziąć kredyt na ponad pięć lat, będzie musiał mieć co najmniej 20 proc. wkładu własnego. Rekomendacja ma szansę wejść w życie w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
Banki obniżają LTV
Jednak banki nie czekają na nowe rozporządzenie KNF. W ostatnich tygodniach, a nawet dniach kilka z nich ograniczyło maksymalny poziom LTV (czyli wartość kredytu w stosunku do wartości nieruchomości będącej jej zabezpieczeniem) do 80 proc. Ostatnio zrobił to m.in. ING Bank Śląski. Zmian w ofercie ING nie tłumaczy jednak spodziewanym wprowadzeniem nowej rekomendacji KNF.
- Mając na względzie dynamiczną sytuację na rynku nieruchomości, również my zdecydowaliśmy o obniżeniu maksymalnego poziomu LTV. Tym samym wstrzymaliśmy sprzedaż kredytów hipotecznych z niskim wkładem własnym - wyjaśnia Wojciech Widenka, zastępca dyrektora departamentu kredytów detalicznych w ING.
Nowe LTV dotyczy tylko kredytów złotowych, gdyż już wcześniej bank całkowicie wycofał ze swojej oferty kredyty walutowe.
Zmiany wprowadził też Bank BGŻ. Co prawda w całości ciągle można skredytować zakup nieruchomości za pomocą kredytu w złotych, w przypadku kredytu we frankach od niedawna obowiązuje jednak wymóg wkładu własnego w wysokości minimum 20 proc. Jak powiedziała nam Aleksandra Myczkowska z BGŻ, bank obserwuje rynek i ewentualne dalsze zmiany uzależnione są od warunków rynkowych.
- Choć wiele banków zapewnia, że ma ofertę kredytową na 100 proc. wartości kupowanej nieruchomości, to jest tajemnicą poliszynela, że w rzeczywistości taki kredyt uzyskać jest trudniej, a banki chętniej widzą klientów z wkładem własnym - mówi Emil Szweda, analityk firmy Open Finance.
Jego zdaniem wyraźnie wzrosła też skala żądanych dochodów. Coraz trudniej znaleźć bowiem bank gotów zaakceptować dochody, których połowa wystarcza tylko na pokrycie raty kredytu (czyli sytuację, w której rodzina zarabiająca np. 8 tys. zł netto przeznacza 4 tys. zł na spłatę rat kredytowych - uważa). W nowej rekomendacji T ma się bowiem znaleźć też zapis, że suma wszystkich obciążeń (w tym rat kredytowych) gospodarstwa domowego nie może przekraczać połowy jego dochodów.
BRE idzie pod prąd
Nie wszyscy jednak decydują się na ograniczanie LTV. Od kilku dni w ofercie obu detalicznych spółek BRE - MultiBanku i mBanku - znalazł się ponownie kredyt we frankach szwajcarskich na 100 proc. nieruchomości.
- Zdecydowaliśmy się na taki krok, ponieważ dostrzegamy zapotrzebowanie na taką ofertę. Co prawda obecnie mamy do czynienia z wyższymi marżami na franku, ale niższy LIBOR, a przez to mniejsza rata kredytowa powodują, że nasi klienci szukają kredytowania we frankach, nawet na 100 proc. wartości domu czy mieszkania - wyjaśnia Mateusz Żelechowski, rzecznik MultiBanku.
Zastrzega jednak, że jeśli KNF wprowadzi ograniczenia dotyczące LTV, bank się do nich natychmiast dostosuje.
Kredyty na 100 proc. nieruchomości znalazły się też w nowej ofercie hipotecznej Banku Ochrony Środowiska. Dotyczą one jedynie kredytów w złotych, dolarach i euro, gdyż bank wycofał się z kredytowania we frankach.
Frank najdroższy od lat - czy warto przewalutować kredyt?
(Dziennik, dd/16.01.2009, godz. 07:31)
Złoty słabnie w błyskawicznym tempie, a wraz z nim drożeje frank. Osoby spłacające kredyty w szwajcarskiej walucie z przerażeniem patrzą na jej strzelające w górę notowania - czytamy w "Dzienniku". Eksperci, którzy jeszcze kilka miesięcy temu twierdzili, że złoty będzie się wzmacniał, a skoki franka są przejściowe, teraz zmieniają swoje oceny.
Eksperci apelują o nieuleganie panice. Praktycznie wszyscy radzą to samo: nie przewalutowywać pochopnie kredytów, nie brać pożyczek złotówkowych i nie rezygnować z brania kredytów w walutach obcych.
W przypadku przewalutowania stracimy możliwość odbudowania strat spowodowanych wzrostem kursu franka, jakie ponieśliśmy w ciągu ostatnich miesięcy. W dalszej perspektywie, zdaniem Ryszarda Petru, złotówka się umocni i będziemy tracić, bo znów kredyty we franku staną się bardziej opłacalne.
Dodatkowo przewalutowanie może być drogie - po tej operacji rata pożyczki mogłaby wzrosnąć nawet dwukrotnie. - Musimy czekać, aż inwestorom wróci apetyt na ryzyko i znów zaczną kupować złotówki - mówi Marcin Kiepas z X-Trade Brokers. Więcej w "Dzienniku".
SEJM UCHWALIŁ NOWELIZACJĘ USTAWY O GOSPODARCE NIERUCHOMOŚCIAMI
Sejm uchwalił w piątek nowelizację ustawy o gospodarce nieruchomościami, która umożliwia właścicielom ubieganie się o zwrot niewykorzystanej pod inwestycję publiczną części nieruchomości, z której zostali wywłaszczeni.
Nowelizację poparło 420 posłów, nikt nie był przeciw i nikt nie wstrzymał się od głosu.
Prawo do ubiegania się o zwrot części nieruchomości będzie przysługiwać także użytkownikom wieczystym oraz spadkobiercom. Do tej pory prawo do ubiegania się o zwrot mieli tylko ci, których cała nieruchomość nie została wykorzystana "do realizacji celu publicznego", czyli budowy drogi, szkoły czy stadionu.
Rozwiązanie to wychodzi naprzeciw zaleceniom Trybunału Konstytucyjnego z kwietnia 2008 r., który uznał, że nie można ograniczać prawa do zwrotu wywłaszczonej nieruchomości jedynie do sytuacji, gdy cała nieruchomość była niewykorzystana na cel publiczny określony w decyzji o wywłaszczeniu.
Wejście w życie nowelizacji oznacza zrównanie praw wywłaszczonych właścicieli.
SPÓŁDZIELCY JESZCZE RAZ DOPŁACĄ DO SWOICH MIESZKAŃ
Spółdzielcy będą ponosić dodatkowe opłaty za przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu. Mieszkania własnościowe stracą na wartości w porównaniu z mieszkaniami hipotecznymi. Jeszcze przez rok można przekształcić mieszkanie spółdzielcze na korzystniejszych zasadach.
Tylko do 31 grudnia 2009 r. osoby posiadające mieszkania własnościowe mają gwarancję, że przekształcą je w odrębną własność bez dodatkowych opłat. Potem utracą moc zasady przekształcania lokali własnościowych.
- Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że przeniesienie własności uwzględniające tylko koszty budowy jest uszczupleniem majątku spółdzielni. Zasugerował, że wartość mieszkania trzeba odnosić do wartości rynkowej - podkreśla pos. Gabriela Masłowska z PO. Zdaniem adwokata Piotra Schramma z kancelarii Gessel, konsekwencją uwzględnienia stanowiska TK przez ustawodawcę będzie wprowadzenie dodatkowych kosztów przekształcenia.
Będą dopłaty
Mieszkanie spółdzielcze własnościowe nie jest własnością spółdzielców. Należy do spółdzielni - świadczy o tym informacja w księdze wieczystej. Na razie nie ma to znaczenia dla kupujących i sprzedających takie mieszkania. Za mkw. mieszkania własnościowego i hipotecznego płaci się tyle samo. Wkrótce może się to zmienić.
17 grudnia 2008 r. TK orzekł, że art. 1714 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, który przewiduje warunki przekształcenia spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w pełne prawo do lokalu, jest niezgodny z konstytucją, bo narusza zasadę ochrony własności. Przepis ten nakłada na zarząd obowiązek zawarcia umowy przenoszącej własność lokalu. TK krytycznie odniósł się też do przepisów ustawy określających, jak ma być sformułowana taka umowa.
- Spółdzielnie będą mogły ustalać samodzielnie zasady przekształceń i wprowadzać dodatkowe opłaty za przekształcenie mieszkań własnościowych - podkreśla posłanka PO Lidia Staroń.
- Domyślam się, że TK chodziło o to, że dopłacać do przekształceń mieszkań własnościowych powinni tylko ci członkowie, którzy budując mieszkania, korzystali z umorzenia części kosztów budowy - zauważa Ryszard Jaszczyk, dyrektor Biura Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP.
Stanieją własnościowe
W ocenie TK niekonstytucyjna okazała się dopuszczalność uwłaszczenia spółdzielców na majątku spółdzielni na warunkach z art. 1714 ust. 1 ustawy, czyli po spłacie przypadających na lokal kosztów budowy i zadłużenia z tytułu opłat eksploatacyjnych (za wodę, wywóz śmieci). Przekształcenie powinno być świadczeniem ekwiwalentnym, tzn. członkowie powinni zrekompensować spółdzielni to, że zostaje pozbawiona lokalu.
Wprowadzenie dodatkowych opłat za przekształcenie mieszkań własnościowych może sprawić, że ich wartość spadnie w stosunku do mieszkań hipotecznych.
- Jeśli opłaty za wyodrębnienie własności wyniosą np. kilkadziesiąt tysięcy złotych, to nabywcy będą woleli kupić mieszkania z pełnym prawem własności albo będą gotowi zapłacić za spółdzielcze co najmniej o tyle mniej, ile trzeba zapłacić za jego przekształcenie
JAK UNIKNĄĆ W 2009 ROKU PODATKU PRZY SPRZEDAŻY MIESZKANIA LUB DOMU
Podatnik, który kupił nieruchomość od 1 stycznia 2009 r., przychód z jej sprzedaży rozliczy już na nowych zasadach PIT. Od uzyskanego dochodu trzeba będzie zapłacić 19-proc. podatek. Istnieje też możliwość skorzystania z nowej ulgi mieszkaniowej przy sprzedaży domu bądź mieszkania.
Czy data nabycia lokalu decyduje o podatku
Podatnik planuje sprzedać dwa mieszkania. Jedno kupił 21 grudnia 2006 r. Drugie pod koniec 2008 roku. Czy to prawda, że wysokość podatku dochodowego od osób fizycznych zależy przy sprzedaży nieruchomości od daty jej nabycia?
Tak
To prawda. Co więcej, nie tylko wysokość podatku, lecz także sposób rozliczeń i możliwość skorzystania z ulg podatkowych przy transakcjach związanych z obrotem nieruchomościami zależy od momentu nabycia sprzedawanego mieszkania bądź domu. To efekt dwukrotnej zmiany przepisów ustawy o PIT w tym zakresie. Pierwszą wprowadzono 1 stycznia 2007 r., drugą - 1 stycznia 2009 r.
Podatnicy, którzy kupili nieruchomość do końca 2006 roku, jej sprzedaż rozliczają na zasadach obowiązujących w ustawie o PIT do końca 2006 roku. Od takiej transakcji będą musieli zapłacić 10-proc. zryczałtowany podatek, płacony od przychodu uzyskanego ze sprzedaży nieruchomości. Podatnicy, którzy nabyli nieruchomość w okresie od 1 stycznia 2007 r. do 31 grudnia 2008 r., rozliczą jej sprzedaż na zasadach obowiązujących do 31 grudnia 2008 r. W tym przypadku do urzędu skarbowego będzie trzeba wpłacić 19-proc. podatek dochodowy, który jest płacony od dochodu. I trzeci przypadek to sytuacja, gdy podatnik sprzeda nieruchomość nabytą od 1 stycznia 2009 r. Wówczas trzeba będzie zapłacić 19-proc. podatek dochodowy od osób fizycznych, również płacony od dochodu.
Podstawa prawna
Ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy są już określone wydatki mieszkaniowe
Ulga mieszkaniowa już obowiązuje. Czy cele, na które można przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży mieszkania lub domu w ciągu dwóch lat, aby uniknąć PIT, zostały określone przez ustawodawcę?
Tak
Ustawodawca w ustawie o PIT wymienił, na jakie cele można przeznaczyć środki ze sprzedaży nieruchomości w ciągu dwóch lat, aby uniknąć podatku dochodowego.
Za wydatki poniesione na cele mieszkaniowe uważa się:
1) wydatki poniesione na:
a) nabycie budynku mieszkalnego, jego części lub udziału w takim budynku, lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub udziału w takim lokalu, a także na nabycie gruntu lub udziału w gruncie albo prawa użytkowania wieczystego gruntu lub udziału w takim prawie, związanych z tym budynkiem lub lokalem,
b) nabycie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub udziału w takim prawie, prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej lub udziału w takim prawie,
c) nabycie gruntu pod budowę budynku mieszkalnego lub udziału w takim gruncie, prawa użytkowania wieczystego takiego gruntu lub udziału w takim prawie, w tym również z rozpoczętą budową budynku mieszkalnego, oraz nabycie innego gruntu lub udziału w gruncie, prawa użytkowania wieczystego gruntu lub udziału w takim prawie, jeżeli w okresie, o którym mowa w ust. 1 pkt 131, grunt ten zmieni przeznaczenie na grunt pod budowę budynku mieszkalnego,
d) budowę, rozbudowę, nadbudowę, przebudowę lub remont własnego budynku mieszkalnego, jego części lub własnego lokalu mieszkalnego,
e) rozbudowę, nadbudowę, przebudowę lub adaptację na cele mieszkalne własnego budynku niemieszkalnego, jego części, własnego lokalu niemieszkalnego lub własnego pomieszczenia niemieszkalnego
- położonych w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo w Konfederacji Szwajcarskiej;
2) wydatki poniesione na:
a) spłatę kredytu (pożyczki) oraz odsetek od tego kredytu (pożyczki) zaciągniętego przez podatnika przed dniem uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami, na cele określone w pkt 1,
b) spłatę kredytu (pożyczki) oraz odsetek od tego kredytu (pożyczki) zaciągniętego przez podatnika przed dniem uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami, na spłatę kredytu (pożyczki), o którym mowa w lit. a),
c) spłatę każdego kolejnego kredytu (pożyczki) oraz odsetek od tego kredytu (pożyczki) zaciągniętego przez podatnika przed dniem uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami, na spłatę kredytu (pożyczki), o których mowa w lit. a) lub b)
- w banku lub w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, mających siedzibę w państwie członkowskim UE lub w innym państwie należącym do EOG albo w Szwajcarii;
3) wartość otrzymanego w ramach odpłatnego zbycia w drodze zamiany znajdującego się w państwie członkowskim UE lub w innym państwie należącym do EOG albo w Szwajcarii:
a) budynku mieszkalnego, jego części lub udziału w takim budynku, lokalu mieszkalnego stanowiącego odrębną nieruchomość lub udziału w takim lokalu lub
b) spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego, prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej lub udziału w tych prawach, lub
c) gruntu lub udziału w gruncie, prawa użytkowania wieczystego gruntu lub udziału w takim prawie przeznaczonych pod budowę budynku mieszkalnego, w tym również gruntu lub udziału w gruncie albo prawa wieczystego użytkowania gruntu lub udziału w takim prawie z rozpoczętą budową budynku mieszkalnego, lub
d) gruntu, udziału w gruncie albo prawa użytkowania wieczystego gruntu lub udziału w takim prawie, związanych z budynkiem lub lokalem wymienionym w lit. a).
Podstawa prawna
Art. 21 ust. 25 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy ważny jest termin pięcioletni
Przychód ze sprzedaży nieruchomości po upływie pięciu lat od momentu jej nabycia do tej pory nie podlegał PIT. Czy ta zasada nadal obowiązuje?
Tak
Ta zasada nadal obowiązuje. Zgodnie z przepisami ustawy o PIT jednym ze źródeł przychodów jest odpłatne zbycie:
a) nieruchomości lub ich części oraz udziału w nieruchomości,
b) spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego lub użytkowego oraz prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej,
c) prawa wieczystego użytkowania gruntów,
d) innych rzeczy,
- jeżeli odpłatne zbycie nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej i zostało dokonane w przypadku odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych określonych w lit. a)-c) - przed upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym nastąpiło nabycie lub wybudowanie, a innych rzeczy - przed upływem pół roku, licząc od końca miesiąca, w którym nastąpiło nabycie. W przypadku zamiany wskazane okresy odnoszą się do każdej z osób dokonującej zamiany.
Podstawa prawna
Art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy ulga meldunkowa nadal obowiązuje
Podatniczka kupiła mieszkanie w lutym 2008 r. i w 2009 roku chce je sprzedać. Była w nim zameldowana na pobyt stały. Czy będzie mogła skorzystać z ulgi meldunkowej?
Tak
Do rozliczenia nieruchomości nabytych w 2008 roku podatnik musi zastosować przepisy ustawy o PIT obowiązujące od 1 stycznia 2007 r. do 31 grudnia 2008 r. Podatniczce będzie przysługiwało prawo skorzystania z ulgi meldunkowej. Skoro podatniczka zameldowała się w mieszkaniu w 2008 r., to w przypadku sprzedaży po upływie 12 miesięcy od momentu zameldowania nie wystąpi konieczność zapłaty 19-proc. PIT od dochodu.
Podstawa prawna
Art. 21 ust. 1 pkt 126 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.), w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2008 r.
Czy podatek nadal wynosi 19 proc.
Podatek od sprzedaży nieruchomości wynosił do końca 2006 roku 10 proc. przychodu. Od 1 stycznia 2007 r. trzeba było płacić 19 proc. od dochodu. Czy obecnie podatek też wynosi 19 proc. dochodu?
Tak
Wysokość podatku z tytułu sprzedaży nieruchomości nie zmieniła się od 1 stycznia 2009 r. Od dochodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami podatek dochodowy wynosi 19 proc. podstawy obliczenia podatku.
Podstawą obliczenia podatku jest dochód stanowiący różnicę między przychodem z odpłatnego zbycia nieruchomości lub praw a kosztami powiększoną o sumę odpisów amortyzacyjnych dokonanych od zbywanych nieruchomości lub praw. Warto pamiętać, że w przypadku odpłatnego zbycia w drodze zamiany nieruchomości lub praw majątkowych związanych z nieruchomościami dochód ustala się u każdej ze stron umowy.
Podstawa prawna
Art. 30e ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy już obowiązuje nowa ulga mieszkaniowa
Podatnik sprzeda mieszkanie, które kupi od siostry w lutym 2009 r., aby pieniądze z tej sprzedaży wydać na kupno domu. Czy w takiej sytuacji będzie mógł już skorzystać z nowej ulgi mieszkaniowej?
Tak
Z nowej ulgi mieszkaniowej mogą skorzystać podatnicy, którzy sprzedają nieruchomości kupione od 1 stycznia 2009 r. Wolne od PIT są m.in. dochody z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami w wysokości, która odpowiada iloczynowi tego dochodu i udziału wydatków poniesionych na własne cele mieszkaniowe w przychodzie z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych, jeżeli począwszy od dnia odpłatnego zbycia, nie później niż w okresie dwóch lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło odpłatne zbycie, przychód uzyskany ze zbycia tej nieruchomości lub tego prawa majątkowego został wydatkowany na własne cele mieszkaniowe. Udokumentowane wydatki poniesione na te cele uwzględnia się do wysokości przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych.
Podstawa prawna
Art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy jest zeznanie dla nieruchomości
Czy przychód ze sprzedaży nieruchomości zakupionej w 2009 roku trzeba wykazywać w specjalnie przeznaczonym do tego zeznaniu podatkowym?
Tak
Po zakończeniu roku podatkowego podatnik jest obowiązany w zeznaniu podatkowym, wykazać:
1) dochody uzyskane w roku podatkowym z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami i obliczyć należny podatek dochodowy od dochodu, do którego nie ma zastosowania art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych - ulga mieszkaniowa lub
2) dochody, o których mowa w art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o PIT (ulga mieszkaniowa).
Dochodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych związanych z nieruchomościami nie łączy się z dochodami (przychodami) z innych źródeł.
Dochody ze sprzedaży nieruchomości będzie trzeba wykazywać na formularzu PIT-39. Po raz pierwszy będzie on składany do 30 kwietnia 2010 r., gdy sprzedaż nieruchomości nastąpi w 2009 roku (nieruchomości kupionej od 1 stycznia 2009 r.).
Podstawa prawna
Art. 30e ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
Czy cele rekreacyjne też pozwolą na ulgę
Podatnik planuje sprzedaż mieszkania, które kupi w marcu 2009 r. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży chce przeznaczyć na budowę domku letniskowego. Czy przeznaczenie pieniędzy ze sprzedaży mieszkania na cele rekreacyjne uprawnia do skorzystania z ulgi w PIT?
Nie
Za wydatki na cele mieszkaniowe zgodnie z regulacjami ustawy o PIT nie uważa się wydatków poniesionych na:
1) nabycie gruntu lub udziału w gruncie, prawa wieczystego użytkowania gruntu lub udziału w takim prawie, budynku, jego części lub udziału w budynku lub
2) budowę, rozbudowę, nadbudowę, przebudowę, adaptację lub remont budynku albo jego części
- przeznaczonych na cele rekreacyjne.
Podstawa prawna
Art. 21 ust. 28 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 14, poz. 176 z późn. zm.).
(Gazeta Prawna/05.01.2009, godz. 06:00) Proceder handlu mieszkaniami w TBS-ach odbywa się według schematu, w którym osoba, która zawarła z towarzystwem umowę w sprawie partycypacji w kosztach budowy lokalu mieszkalnego, rezygnuje z oczekiwania na zawarcie umowy najmu bądź wypowiada umowę najmu i odstępuje swoje miejsce osobie trzeciej. TBS zawiera z nią nową umowę najmu. Za odstąpienie lokalu osoba trzecia uiszcza na rzecz poprzedniego najemcy określoną między stronami kwotę. Nierzadko są to kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, zdarza się również, że przekraczają 100 tysięcy złotych – mówi Stanisław Trociuk, zastępca rzecznika praw obywatelskich.
Mieszkanie za grosze
Tym sposobem osoby zainteresowane własnym M mogą nabyć prawo do lokalu, płacąc 49 tys. zł za 64-metrowe mieszkanie w Bielsku-Białej, czy 200 tys. zł za 95-metrowe mieszkanie w Nowym Sączu. Dobrze zlokalizowane mieszkanie w nowym budownictwie można kupić w stolicy nawet za 2,5 tys. zł za mkw. To nie żart, ale informacje zaczerpnięte prosto z ogłoszeń zamieszczanych przez posiadaczy partycypacji w TBS-ach, którzy bez wahania ogłaszają się w prasie i internecie. Zdaniem rzecznika przyczyną jest fakt, że ustawa o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego zawiera lukę, która pozwala na handel lokalami w TBS-ach. Brakuje w niej uregulowania, które: zakazywałoby przenoszenia praw i obowiązków wynikających z umowy partycypacji w TBS, nakazywałoby uzyskanie od TBS-u zgody na dokonanie cesji przysługujących najemcy praw bądź ustanawiałoby pierwszeństwo TBS w przejęciu lokalu. Przepisy stanowią jedynie, iż TBS jest zobligowany do zweryfikowania przyszłego najemcy pod kątem spełniania wymagań określonych w przepisach, czyli legitymowania się odpowiednimi dochodami i nieposiadania tytułu prawnego do innego lokalu mieszkalnego w tej samej miejscowości.
Trzeba sprawdzić umowę
Zainteresowanym nie przeszkadza nawet to, że korzystając z oferty nabycia partycypacji nie stają się pełnoprawnymi właścicielami nieruchomości, lecz jedynie najemcami z praktycznie nieograniczonym prawem do korzystania z lokalu. Jakich budynków TBS dotyczy przede wszystkim handel mieszkaniami? Jak radzą sobie niektóre z TBS-ów z nieuczciwymi kontrahentami? Dla kogo przede wszystkim proceder jest krzywdzący? Więcej: Gazeta Prawna 5.01.2009 – str.8
Za wydanie błędnej decyzji, samowolę i opieszałość urzędnicy zapłacą z własnej kieszeni odszkodowanie - pisze dziennik "Polska". Nowe rozwiązania zawarto w projekcie ustawy, regulującej odpowiedzialność pracowników urzędów, którym w tym tygodniu zajmie się Sejm.
Wysokość rekompensat może sięgać aż 12 średnich krajowych pensji, czyli blisko 40 tysięcy złotych. Poseł PO Mirosław Sekuła, zastępca przewodniczącego komisji „Przyjazne państwo" mówi, że projekt jest próbą przywrócenia równowagi między urzędnikiem a obywatelem.
Proponowane przepisy przewidują, że urzędnik odpowie za swoją decyzję tylko wtedy, gdy zostanie mu udowodnione rażące naruszenie prawa. Jeśli przedsiębiorca pozwie urząd, a ten przegra i będzie musiał wypłacić odszkodowanie, część pieniędzy wyłoży z własnej kieszeni urzędnik, który popełnił błąd. To znaczna zmiana, bowiem obecnie urzędnicy popełniający błędy mogą zostać ukarani jedynie naganą swojego zwierzchnika. Szczegóły w dzienniku "Polska".
(Gazeta Prawna/02.01.2009, godz. 06:00) Od 1 stycznia wszystkie nowo wybudowane budynki będą musiały posiadać certyfikaty energetyczne. Obowiązek taki przewiduje nowelizacja prawa budowlanego, która wchodzi w życie od początku 2009 roku.
Bez świadectwa właściciel obiektu nie uzyska pozwolenia na jego użytkowanie. Jeżeli zatem ktoś zamieszka w nowo wybudowanym domu i nie sporządzi dla niego świadectwa energetycznego, to dopuści się nielegalnego użytkowania. Może zostać za to ukarany grzywną w wysokości 10 tys. zł.
– Obowiązek sporządzania świadectw pokazuje, że państwo jest zainteresowane zmniejszeniem zużycia energii – mówi Zbigniew Radomski, dyrektor Departamentu Rynku Budowlanego i Techniki w Ministerstwie Infrastruktury.
Decyduje nabywca
Poza nowo wybudowanymi obiektami świadectwa energetyczne będą musiały być sporządzane także dla budynków starych, które są już użytkowane, a które będą wprowadzane do obrotu, czyli wynajmowane lub sprzedawane. Nie oznacza to jednak, że nie będzie możliwa sprzedaż takich nieruchomości. Nowelizacja prawa budowlanego nie wprowadza sankcji za brak świadectwa. W praktyce zatem to kupujący lub wynajmujący zdecyduje o konieczności posiadania świadectwa.
– Nowelizacja prawa budowlanego nie przewiduje żadnych sankcji – ani wobec notariuszy, ani stron umowy – związanych ze sprzedażą lokalu lub budynku, który nie ma świadectwa. Notariusze nie mogą więc uzależniać obrotu nieruchomościami od przedstawienia świadectwa energetycznego – mówi Czesława Kołcun, prezes Rady Izby Notarialnej w Warszawie.
Obowiązek posiadania świadectw dotyczy także budynków o powierzchni użytkowej przekraczającej 1 tys. mkw., które są zajmowane przez organy administracji publicznej lub w których świadczone są usługi znacznej liczbie osób, jak np. dworce, lotniska, muzea, hale wystawiennicze, szkoły, szpitale, centra handlowe czy urzędy. Właściciel lub zarządca budynku będzie musiał uzyskać świadectwo charakterystyki energetycznej także wówczas, gdy w wyniku przebudowy lub remontu (np. wymiany okien lub centralnego ogrzewania) zmieni się jego charakterystyka energetyczna.
Co określają świadectwa energetyczne? Kto poniesie koszty sporządzenia świadectw? Kto będzie określał cenę świadectw - kto będzie je sporządzał?
Sejm odrzucił weto Prezydenta do ustawy o zmianie ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych.
Ustawa przewiduje automatyczne odrolnienie wszystkich gruntów rolnych w granicach administracyjny miast od 1 stycznia 2009 r.
O zawetowanie ustawy prosili Prezydenta m.in. samorządowcy oraz Towarzystwo Urbanistów Polskich i Prezydium Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej Akademii Nauk. Ich zdaniem wejście w życie ustawy doprowadzi do niekontrolowanego rozwoju budownictwa i naruszenia ładu przestrzennego.
Zostały złagodzone formalności zalegalizowania samowolek budowlanych. Wystarczy przedstawić ostateczną decyzję o warunkach zabudowy. Nie ma znaczenia, kiedy inwestor uzyskał ostateczną decyzję.
Znowelizowane 8 października 2008 r. prawo budowlane znacznie złagodziło formalności związane z zalegalizowaniem samowoli budowlanej. Aby ubiegać się o taką legalizację, wystarczy przedstawić ostateczną decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu w razie braku obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania terenu. Nie ma znaczenia, jaka będzie na nim data. Znowelizowane przepisy zniosły obostrzenia, które jej dotyczą. Dlatego inspektorzy nadzoru nie będą już mogli domagać się, aby inwestorzy, którzy chcą zalegalizować samowolę budowlaną, przedstawili decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, która była ostateczna w dniu wszczęcia postępowania rozbiórkowego. Do tej pory osoby, które nie posiadały takich decyzji, miały problemy z zalegalizowaniem bezprawnie wybudowanych obiektów, a do takich obiektów wybudowanych lub będących w budowie bez wymaganego pozwolenia na budowę mogła zostać wydana decyzja o rozbiórce.
Inna zaś była sytuacja na terenie, gdzie obowiązywał plan miejscowy. Należało tam uzyskać zaświadczenie wójta, burmistrza albo prezydenta miasta o zgodności budowy z ustaleniami tego planu. Natomiast nie miała znaczenia data wystawienia takiego zaświadczenia.
Ważne!
Aby zalegalizować samowolę budowlaną, od 6 grudnia 2008 r. inwestor nie musi już przedstawić na żądanie inspektora nadzoru decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, która była ostateczna w dniu wszczęcia postępowania
Obowiązujące już od 6 grudnia 2008 r. przepisy stanowią realizację wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 20 grudnia 2007 r. (sygn. akt P 37/06). Trybunał orzekł wówczas o niezgodności art. 48 ust. 2 pkt 1 lit. b) i art. 48 ust. 3 pkt 1 ustawy z 7 lipca 1994 r. - Prawo budowlane (Dz.U. z 2006 r. nr 156, poz. 1118 z późn. zm.) z konstytucją.
Trybunał Konstytucyjny zwrócił uwagę, że różnice były uzależnione od tego, czy na danym terenie obowiązywał, czy nie obowiązywał plan miejscowy. Trybunał uznał, że skoro na wystąpienie tej okoliczności inwestor nie miał żadnego wpływu, to takie zróżnicowanie godzi w zasady równości wobec prawa.
Opłaca się kupić mieszkanie lub dom w Stanach Zjednoczonych i Egipcie. Od 2006 roku domy w USA staniały o 35 proc., a działki nawet o połowę. Kupno nieruchomości w kraju europejskim jest nadal bardziej ryzykowne niż w USA.
Równowartość 450 tys. zł, za które w Warszawie można kupić najwyżej kilkudziesięciometrowe mieszkanie, w USA można już zainwestować w dom.
- Nowy 300-metrowy dom na Florydzie, z wyposażoną łazienką i kuchnią, z garażem i basenem można kupić za 150-170 tys. dol. - mówi Waldemar Wasiluk, prezes Coldwell Banker Commercial Polska.
Nieruchomości używane mogą być jeszcze tańsze. W Polsce za takie pieniądze domu w okolicy dużego miasta nie kupimy.
Ceny w USA przestają spadać
Od cenowego szczytu w 2006 roku domy w USA staniały średnio o ok. 35 proc., a działki przeceniono nawet o więcej niż połowę. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy udało się wyczyścić rynek z tzw. przymusowej sprzedaży. Chodzi o sprzedaż nieruchomości przejmowanych przez banki. Liczba podpisanych umów sprzedaży domów spadła w Stanach Zjednoczonych w październiku o 0,7 proc.
- To był pierwszy miesiąc od 2006 roku, czyli od momentu, gdy zaczął się kryzys na amerykańskim rynku nieruchomości, w którym liczba transakcji kupna była większa niż rok wcześniej - mówi Waldemar Wasiluk.
Zdaniem ekspertów może to być przełom świadczący o tym, że wkrótce ceny w USA przestaną spadać.
- To nie jest odległa perspektywa, że ceny domów w Stanach Zjednoczonych przestaną spadać i zacznie się ich powolny wzrost. Chcemy z tego skorzystać i dlatego uruchamiamy specjalny fundusz nieruchomości, który będzie inwestował w domy na rynku amerykańskim - mówi Wasiluk.
Nie ma gwarancji, że ceny nieruchomości jeszcze nieco nie spadną, ale ich poziom jest już tak niski, że spadki, jeśli wystąpią, będą niewielkie. Podaż nowych nieruchomości w USA jest w tej chwili niewielka i każda poprawa sytuacji gospodarczej może spowodować wzrost cen nieruchomości. Dodatkowym argumentem za inwestowaniem w nieruchomości za oceanem jest koszt kredytu. Kredyty w USA znowu są tanie i prawdopodobnie będą jeszcze tańsze, choć osoba bez odpowiedniej zdolności kredytowej nie może już liczyć na pożyczkę.
W Europie jest trudniej
Kupno nieruchomości w jednym z krajów Europy Zachodniej i Południowej jest obarczone znacznie większym ryzykiem. Wydarzenia na rynku nieruchomości na Starym Kontynencie powielają wariant amerykański, ale z kilkumiesięcznym opóźnieniem. W Wielkiej Brytanii sprzedaż domów spadła do poziomu najniższego od 30 lat i trudno spekulować, kiedy te spadki się skończą. Podobnie jest w Hiszpanii. Niedawno budowano tam 800 tys. mieszkań rocznie, a teraz już tylko 300 tys. Ceny spadły średnio o 20-30 proc.
- Jeżeli ceny mieszkań na Costa del Sool jeszcze niedawno były na poziomie 3 tys. euro za mkw., to teraz spadły o ponad 20 proc. Za nieruchomość, która dziś kosztuje 195 tys. euro, rok temu trzeba było zapłacić ponad 230 tys. euro - mówi Grzegorz Gurbała z firmy GregConsulting.
Według Krzysztofa Florka z LifeHouseInternationale deweloperzy robią dramatyczne ruchy, by sprzedać wybudowane mieszkania.
- Pewien deweloper sprzedawał bliźniaki i do każdego domu dokładał nieduży apartament w innym kompleksie. Ja bym się wstrzymał z inwestycjami w Hiszpanii - mówi Krzysztof Florek.
Ze spadkami cen trzeba się też liczyć w Bułgarii.
- Znam ludzi, którzy kupili apartament nad morzem za 90 tys. euro, chcą go teraz sprzedać za 60 tys. euro i mają problem - mówi Grzegorz Gurbała.
W Chorwacji od przyszłego roku mają być wprowadzone ułatwienia dla obywateli innych krajów UE przy kupnie nieruchomości. Według ekspertów to powinno zwiększyć popyt i mimo kryzysu ceny mogą tam nie spaść.
- W tej chwili mogę polecić rynek egipski. To obecnie 80-90 proc. naszej sprzedaży. W Egipcie ceny nadal rosną, bo Egipcjanie dopiero od niedawna mogą brać kredyty hipoteczne na kupno nieruchomości. W związku z tym nawet mimo kryzysu finansowego ten rynek nadal ma bardzo duży potencjał wzrostowy - uważa Krzysztof Florek z LifeHouseInternationale.
Szwajcarski bank centralny obniżył stopy procentowe o 50 pkt bazowych - podał bank w komunikacie.
Główna stopa procentowa wynosi po obniżce 0,50 proc. i jest na najniższym poziomie od 4 lat. Takiej właśnie obniżki spodziewali się analitycy.
Bank obniżył już stopy o 100 pkt. bazowych na nadzwyczajnym posiedzeniu 20 listopada.
Gospodarka Szwajcarii jest obecnie w stagnacji. W komunikacie SNB ocenił, że szwajcarska gospodarka mocno ucierpi z powodu spowolnienia globalnego wzrostu gospodarczego i zamieszania na rynkach finansowych. Prognozuje, że spadek PKB w przyszłym roku wyniesie między 0,5 a 1 proc., inflacja natomiast 0,9 proc. w przyszłym roku i 0,5 proc. w 2010 r.
SNB wpompował w ostatnich tygodniach miliony franków w rynek finansowy, aby osłabić napięcie.
Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) zdecydował się na czwartą w odstępstwie dwóch miesięcy obniżkę stóp procentowych. Łącznie obniżył je o 225 punktów, co pozwala zmniejszyć raty kredytów nawet o 23 proc.
Kolejne decyzje SNB mają zbawienny wpływ na sytuację osób zadłużonych we frankach szwajcarskich. Co prawda jesienią kurs franka wzrósł z 2 PLN (w sierpniu) do 2,50 PLN (obecnie i w ostatnich tygodniach), a więc o 25 proc., jednak obecne decyzje odnośnie stóp pozwolą obniżyć oprocentowanie kredytów w tej walucie i w konsekwencji zniwelować w całości, lub nawet przeważyć efekt wzrostu kursu CHF.
kwota kredytu oproc. 08.2008 rata oproc. 01.2009 (P)* rata (P)* zmiana (P)* 100 000 PLN 4,1 proc. 512 PLN 2,1 proc. 497 PLN -2,9 proc.
Jak zmieniły się raty kredytów w CHF od sierpnia 2008 Kredyt na 30 lat, raty równe, marża 1,3 pkt. ponad LIBOR 3M P – prognoza
Dzisiejsza decyzja nie jest jeszcze całkowicie uwzględniona przez rynek pieniężny. Spodziewać się można, że trzymiesięczny LIBOR, który jest podstawą do obliczania oprocentowania kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich, spadnie z obecnych 1,14 proc. (dane ze środy, 10 grudnia) do 0,8 proc. Wówczas oprocentowanie kredytu z naszego przykładu spadnie do 2,1 proc. niwelując z naddatkiem efekt wzrostu kursu franka z 2,0 do 2,5 PLN. Innymi słowy – spadek oprocentowania kredytów we frankach będzie mieć większy wpływ na wysokość rat niż dotychczasowe zmiany na rynku walutowym.
Ponieważ jednak większość banków aktualizuje oprocentowanie kredytów raz na trzy lub sześć miesięcy, zdecydowana większość kredytobiorców odnotuje spadek oprocentowania kredytów z początkiem roku. Póki co ponoszą w swoich ratach koszt wyższego kursu franka, ale zakładając jego niewielką zmienność, od nowego roku raty staną się zauważalnie niższe niż obecnie (spadną o ok. 22,5 proc. w porównaniu do raty zapłaconej np. w grudniu, listopadzie czy październiku). Warto natomiast pamiętać, że spadek oprocentowania kredytu i niższe raty z tym związane nie niwelują niekorzystnego efektu związanego ze wzrostem salda zadłużenia (w przeliczeniu franków na złote), tym bardziej, że równolegle spada wartość zabezpieczenia kredytowego (nieruchomości). W dalszym ciągu utrzymuje się ryzyko osłabienia złotego, choć jego najdynamiczniejszą część mamy już za sobą.
Nie oczekujemy zatem zmiany w ofercie banków, które nadal mogą domagać się wysokiego wkładu własnego i niechętnie udzielać kredytów w walutach innych niż złote.
Ponadto należy przyjąć, że dzisiejsza decyzja SNB jest ostatnią w krótkim, lecz gwałtownym cyklu obniżania stóp.
Meldunek na pobyt stały zastąpi zgłoszenie podstawowego miejsca zamieszkania. Zarejestrowanie spowoduje automatyczne wyrejestrowanie z dotychczasowego miejsca. Nawet zarejestrowanie podstawowego miejsca zamieszkania nie daje prawa do lokalu.
Nie będziemy się już meldować na pobyt stały i tymczasowy - stanowi rządowy projekt ustawy o ewidencji ludności, który wpłynął właśnie do Sejmu. Każdy z nas będzie miał podstawowe miejsce zamieszkania, a niektórzy oprócz tego jeszcze dodatkowe miejsce zamieszkania.
- Po wejściu w życie nowych przepisów dotychczasowe miejsce zameldowania na pobyt stały automatycznie stanie się zarejestrowanym miejscem zamieszkania - tłumaczy Jacek Stanisławski, prawnik z Kancelarii Olczyk & Kubicki. Natomiast dotychczasowe miejsce zameldowania na pobyt czasowy trwający ponad trzy miesiące stanie się zarejestrowanym dodatkowym miejscem zamieszkania, zaś dotychczasowe miejsce zameldowania na pobyt czasowy trwający do trzech miesięcy po prostu wygaśnie - tłumaczy Jacek Stanisławski.
Każdy będzie miał prawo zgłosić oprócz podstawowego jeszcze dodatkowe miejsce zamieszkania, a także zadeklarować okres przebywania w nim.
Zgłoszenie miejsca zamieszkania
Zamiast meldować się, będziemy zgłaszali podstawowe lub dodatkowe miejsce zamieszkania na piśmie, na odpowiednim formularzu w gminie właściwej ze względu na położenie nieruchomości, w której dana osoba zamieszkuje. Zgłoszenia będzie też można dokonać przez internet. Tylko przy zgłoszeniu na piśmie trzeba będzie przedstawić do wglądu dowód osobisty lub paszport, natomiast przy korzystaniu z dokumentu elektronicznego przekazanego środkami komunikacji elektronicznej nie będzie to wymagane. Zgłoszenia będzie można dokonać osobiście lub przez pełnomocnika.
- Miejsce zamieszkania dzieci będą zgłaszali rodzice, ponieważ projekt ustawy o ewidencji ludności przewiduje, że w stosunku do osób nieposiadających zdolności do czynności prawnych zgłoszenia dokonywać będzie ich przedstawiciel ustawowy lub opiekun prawny - mówi adwokat Maciej Lipiec z Kancelarii Adwokackich.
Gmina zarejestruje nawet przez internet
Projekt przewiduje, że niezwłocznie po dokonaniu zgłoszenia gmina zarejestruje miejsce zamieszkania. Natomiast rejestracja noworodka nastąpi w dniu sporządzenia dla niego aktu urodzenia. Formalności dokona kierownik urzędu stanu cywilnego, który ten akt sporządzi. Podstawowym miejscem zamieszkania dla noworodka ma być miejsce zamieszkania jego rodziców albo tego z nich, u którego dziecko faktycznie przebywa.
- Dokonanie rejestracji podstawowego miejsca zamieszkania w konkretnym lokalu nie będzie dawało osobie zarejestrowanej żadnego tytułu prawnego do mieszkania. Dlatego dla dokonania rejestracji nie będzie potrzebna zgoda właściciela mieszkania bądź osoby, której przysługuje własnościowe prawo do lokalu spółdzielczego - wskazuje Jacek Stanisławski. Natomiast gmina będzie miała obowiązek poinformować właściciela lokalu lub osobę, której przysługuje własnościowe prawo do lokalu, o rejestracji innej osoby w mieszkaniu.
- Aby uniknąć rejestrowania się w cudzych mieszkaniach osób, które tam nie przebywają, projekt ustawy o ewidencji ludności przewiduje odpowiedzialność karną dla osób, które zgłaszając podstawowe miejsce zamieszkania, podają nieprawdziwe dane lub zatajają je. Będzie im mogła zostać wymierzona nawet kara pozbawienia wolności do trzech lat - wyjaśnia adwokat Maciej Lipiec.
Rejestracja ma jedynie potwierdzać, że dana osoba przebywa w konkretnym mieszkaniu i ma tam adres do doręczeń, np. pism urzędowych z sądu lub organów administracji. Podobne skutki wywoływać będzie rejestracja dodatkowego miejsca zamieszkania. Dla osoby, która została zarejestrowana w podstawowym miejscu zamieszkania oraz w dodatkowym miejscu zamieszkania, adresem do doręczeń będzie adres dodatkowego miejsca zamieszkania.
Projekt przewiduje, że osoba, która zarejestrowała się, składając formularz na piśmie, dostanie zaświadczenie o tym, że dopełniła swojego obowiązku. Natomiast w przypadku zarejestrowania się przez internet otrzyma zwrotną informację o dokonanej rejestracji. Zaświadczenia te wydawane są z urzędu, więc nie trzeba o nie występować z wnioskiem.
Wyrejestrowanie na innych zasadach
Projekt przewiduje, że osoba, która zmienia podstawowe miejsce zamieszkania, nie musi wyrejestrowywać się z poprzedniego. Wystarczy, że zarejestruje nowe podstawowe miejsce zamieszkania, a wówczas automatycznie zostanie wyrejestrowana z dotychczasowego.
Natomiast na innych zasadach będzie następowało wyrejestrowanie z dodatkowego miejsca zamieszkania. Projekt przewiduje, że osoba, która zarejestruje nowe dodatkowe miejsce zamieszkania, automatycznie zostanie wyrejestrowana ze starego. Natomiast może zgłosić w gminie w celu wyrejestrowania się, że opuszcza dodatkowe miejsce zamieszkania i nie wskazać innego dodatkowego. Automatycznie będzie też można zostać wyrejestrowanym z dotychczasowego miejsca zamieszkania po upływie zadeklarowanego czasu pobytu.
Zanim zarejestrowany wyemigruje
Projekt przewiduje, że osoba, która wyjeżdża z kraju, musi dopełnić formalności związanych z opuszczeniem dotychczasowego miejsca zamieszkania. Wyjeżdżając na pobyt stały, zgłosi w gminie ten fakt po to, aby nastąpiło wyrejestrowanie jej z dotychczasowego podstawowego i dodatkowego miejsca zamieszkania. Gdy będzie zaś wyjeżdżała z zamiarem powrotu, lecz na okres dłuższy niż sześć miesięcy, będzie musiała zgłosić swój wyjazd, a potem powrót. Osoba wyjeżdżająca z niepełnoletnimi dziećmi musi tych formalności dopełnić również w stosunku do nich. Zgłoszenia wyjazdu swojego lub swojego i dzieci musi zostać dokonane w gminie, w której ma się podstawowe miejsce zamieszkania, lub w tej, w której zarejestrowane jest dodatkowe miejsce zamieszkania. Będzie to można zrobić przez internet lub składając formularz na piśmie.
Od 2009 roku sprzedaż nieruchomości trzeba będzie wykazywać w specjalnym PIT-39. W nowym formularzu znajdzie się rubryka do przekazania 1 proc. podatku dla potrzebujących. Zdaniem ekspertów to dobre rozwiązanie, które jest kontynuacją obecnego systemu.
ANALIZA
Od 1 stycznia 2009 r. sprzedaż nieruchomości trzeba będzie wykazywać w nowym formularzu PIT-39. W druku tym poza dochodem i podatkiem do zapłaty trzeba będzie też podać informacje o korzystaniu z nowej ulgi mieszkaniowej, która będzie pozwalała na uniknięcie PIT od zbycia domu lub mieszkania, jeśli sprzedający w ciągu dwóch lat wyda pieniądze na inny cel mieszkaniowy.
W PIT-39 jest rubryka na przekazanie 1 proc. podatku. Oznacza to, że podatnicy, którzy w danym roku osiągną dochody tylko ze sprzedaży nieruchomości, będą mieli prawo do przekazania części podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Jednak osoby, które w PIT-39 wykażą ulgę mieszkaniową, 1 proc. podatku nie przekażą, bo nie wystąpi tu podatek należny do zapłaty.
Zdaniem ekspertów to zmiana korzystna, która jest kontynuacją obecnego systemu przekazywania 1 proc. podatku.
Kontynuacja rozwiązań
Omawiana zmiana w założeniu ma ułatwić podatnikom rozliczającym dochody ze zbycia nieruchomości za rok 2009 przekazanie 1 proc. podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. Na ten aspekt zwraca uwagę Grzegorz Bącik, prawnik z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, który przypomina, że obecnie podatnicy rozliczają dochody ze zbycia nieruchomości na formularzu PIT-36, na którym również rozliczają dochody z innych źródeł, także korzystając z możliwości przekazania 1 proc. podatku.
- Samo wskazanie możliwości przekazania 1 proc. podatku jest niczym innym, jak utrzymaniem obecnego stanu rzeczy - stwierdza Grzegorz Bącik.
Podkreśla jednak, że problemem jest fakt, że dochody ze zbycia nieruchomości za 2009 rok trzeba będzie rozliczać na dodatkowym formularzu, bardziej szczegółowym niż te, które funkcjonują obecnie.
Jego zdaniem mnożenie i uszczegóławianie formularzy nie będzie służyć uproszczeniu systemu podatkowego w Polsce.
Również Joanna Świerzyńska, menedżer w Deloitte Doradztwo Podatkowe, podkreśla, że w latach wcześniejszych wskazywane odliczenie podatku było niemożliwe, gdyż formularze podatkowe PIT-36, PIT-36L oraz PIT-38 w pozycjach dotyczących odliczenia 1 proc. zobowiązania podatkowego odwoływały się do kwoty stanowiącej 1 proc. podatku należnego przed jej powiększeniem o podatek należny z odpłatnego zbycia nieruchomości.
- Tę zmianę ocenić należy pozytywnie - stwierdza nasza rozmówczyni z Deloitte Doradztwo Podatkowe.
Nowy formularz PIT-39
Od 1 stycznia 2009 r. podatnik będzie mógł przekazać na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego nie tylko 1 proc. swojego zobowiązania podatkowego obliczonego według skali podatkowej, zobowiązania podatkowego należnego od dochodów z pozarolniczej działalności gospodarczej opodatkowanych liniowo czy też podatku należnego od uzyskanych przez podatnika dochodów z odpłatnego zbycia papierów wartościowych. Jak tłumaczy nam Joanna Świerzyńska, od tej daty podatnicy będą mogli także przekazać na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego 1 proc. zobowiązania podatkowego obliczonego od dochodów uzyskanych z tytułu odpłatnego zbycia nieruchomości.
- Wynika to z faktu, że od 1 stycznia 2009 r. ustawodawca wprowadził obowiązek przygotowania odrębnego zeznania podatkowego obejmującego dochody uzyskane przez podatnika w związku ze zbyciem nieruchomości oraz należny od tych dochodów podatek - tłumaczy Joanna Świerzyńska.
Dodaje, że w art. 45c znowelizowanej ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych ustawodawca wskazał, że podatnik będzie mógł przekazać na rzecz wybranej organizacji pożytku publicznego kwotę odpowiadającą 1 proc. podatku należnego wynikającego z zeznania rocznego (w tym zeznania PIT-39 obejmującego dochody uzyskane z odpłatnego zbycia nieruchomości).
Organizacje się cieszą
Możliwość przekazywania 1 proc. podatków również przy rozliczaniu transakcji sprzedaży nieruchomości z pewnością ucieszy organizacje pożytku publicznego. Potwierdza to Anna Mazgal z Pozarządowego Biura Rzecznictwa i Interwencji Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Według niej każda inicjatywa rozszerzająca katalog rodzajów podatków, z których można przekazać 1 proc., na pewno ucieszy beneficjentów - organizacje pożytku publicznego.
- Cieszy fakt, że mechanizm 1 proc. na dobre zakorzenił się w naszym systemie i decydenci sami rozszerzają możliwości skorzystania z niego. Jest to wyraz akceptacji tej formy wsparcia i zaufania zarówno do podatników, jak i organizacji - dodaje Anna Mazgal.
Kompleksowy mechanizm
Od 1 stycznia 2007 r. do ustawy o PIT wprowadzono rozwiązania, dzięki którym 1 proc. podatku dla organizacji pożytku publicznego przekazują urzędy skarbowe, a nie sami podatnicy. Ta zmiana przyczyniła się do ogromnego sukcesu, jeśli chodzi o wsparcie potrzebujących.
- Sukces finansowy mechanizmu - w rozliczeniu za 2007 rok organizacje zebrały trzy razy więcej pieniędzy niż z PIT za 2006 rok - nasuwa organizacjom różne pytania - wskazuje Anna Mazgal.
Dodaje, że pieniędzy wydaje się być dużo, jednak to organizacje obecne w mediach otrzymują największy kawałek jednoprocentowego tortu. Jednocześnie zauważa, że działające lokalnie małe organizacje uzyskują ograniczone, jeśli nie znikome, wsparcie. Ponadto do otrzymywania wpłat 1 proc. jest uprawnionych trochę ponad 5,5 tys. organizacji, a sektor organizacji pozarządowych liczy ok. 65 tys. zarejestrowanych podmiotów.
- Przepisy nie przewidują podobnego do 1 proc. systemu wsparcia 90 proc. organizacji prowadzących przeróżne społecznie użyteczne działania. Być może zatem rozmowy o 1 proc. powinny stać się przyczynkiem do dyskusji o bardziej kompleksowych mechanizmach wsparcia organizacji przez obywateli - postuluje Anna Mazgal.
Od 6 grudnia właściciele samowolnie wybudowanych domów i innych obiektów budowlanych na działkach nieobjętych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego będą mogli występować o ich zalegalizowanie. Umożliwi to nowelizacja prawa budowlanego, która 21 listopada 2008 r. została opublikowana w Dzienniku Ustaw (Dz.U. nr 206, poz. 1287).
Nowelizacja prawa budowlanego przewiduje, że inwestor, który złoży wniosek o zalegalizowanie samowoli budowlanej na działce nieobjętej miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, musi dołączyć do niego ostateczną decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Obecnie decyzja ta musi być jednak wydana jeszcze przed wszczęciem postępowania, co w praktyce uniemożliwia powiatowym inspektorom nadzoru budowlanego dokonanie legalizacji. Wójtowie, burmistrzowie albo prezydenci miast nie wydają bowiem takich decyzji, gdyż uznają, że ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nie daje im podstaw do ustalania warunków zabudowy dla obiektu, którego choćby część już istnieje w danym miejscu. Co prawda nie wynika to wprost z przepisów, ale taka właśnie jest dotychczasowa praktyka. Od 6 grudnia problem ten zniknie, gdyż przedkładana przez właściciela samowoli decyzja będzie musiała być ostateczna, jednak nie będzie musiała być wydana przed wszczęciem postępowania. Problem, przed jakim stają dziś organy wykonawcze gmin, zostanie rozwiązany. Umożliwi to także wydawanie decyzji legalizacyjnych przez powiatowych inspektorów nadzoru budowlanego, którzy do tej pory mieli związane ręce.
Zmiana przepisów regulujących samowole budowlane była wynikiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 20 grudnia 2007 r. (sygn. akt P 37/06), który stwierdził, że sprzeczne z konstytucją jest różne traktowanie właścicieli samowoli, w zależności od tego, czy położona jest ona na działce objętej miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego czy nie. Inwestorzy, którzy występują o legalizację samowoli położonej na działkach objętych miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, mają bowiem możliwość uzyskania zaświadczenia wójta, burmistrza lub prezydenta miasta o zgodności budowy z ustaleniami planu. Trybunał uznał więc, że zróżnicowanie prawne sprawców samowoli pozbawione jest racjonalnego uzasadnienia, bowiem inwestor - sprawca samowoli, nie ma żadnego wpływu na to, czy na danym terenie obowiązuje miejscowy plan czy też nie. Zdaniem Trybunału zróżnicowanie położenia prawnego inwestorów spowodowane przyczynami od nich niezależnymi narusza zasady sprawiedliwości społecznej i równości wobec prawa, podważa też racjonalność działania prawodawcy. W procesie legalizacji samowoli decydujące znaczenie powinno mieć udowodnienie, że samowolnie wybudowany obiekt swym istnieniem nie narusza przepisów prawa, w tym przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.
Wejście w życie nowych przepisów nie oznacza jednak, że inwestor będzie zwolniony z pozostałych obowiązków, których dopełnienie konieczne jest przy legalizacji. Nadal więc powiatowy inspektor nadzoru budowlanego będzie mógł zalegalizować samowolę budowlaną jedynie wówczas, gdy będzie ona zgodna z przepisami planistycznymi oraz techniczno-budowlanymi. Nadal także legalizacja nie będzie dopuszczalna m.in. bez projektu budowlanego. Inspektor nadzoru budowlanego będzie też musiał nałożyć na inwestora opłatę legalizacyjną, która w przypadku domów jednorodzinnych wynosi aż 50 tys. zł, a w przypadku gospodarczych, jak np. garaż, 25 tys. zł. Niespełnienie tych wymagań będzie skutkowało tym, że inspektor będzie zobligowany do wydania decyzji nakazującej rozbiórkę obiektu budowlanego lub jego części.
WIĘCEJ OSÓB SKORZYSTA ZE WSPARCIA W NABYWANIU WŁASNEGO MIESZKANIA
Sejm przyjął w piątek senacką poprawkę do znowelizowanej ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania. Po wejściu w życie zmienionych przepisów, ze wsparcia skorzystają nie tylko małżeństwa, ale także osoby samotne. Zgodnie z poprawką, dopłaty będą mogły być stosowane, jeżeli kredyt preferencyjny został udzielony na podstawie umowy zawartej z instytucją ustawowo upoważnioną do udzielania kredytów przez oboje małżonków lub osobę samotnie wychowującą m.in. przynajmniej jedno małoletnie dziecko; dziecko, bez względu na jego wiek, na które jest pobierany zasiłek pielęgnacyjny; dziecko kontynuujące naukę do ukończenia przez nie 25 roku życia. Takie m.in. osoby w znowelizowanej ustawie o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania nazywane są docelowymi kredytobiorcami.
Zmianę obowiązującej obecnie ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania zaproponowali posłowie. W uzasadnieniu do poselskiego projektu zwrócono uwagę, że obowiązująca ustawa przewiduje preferencyjne kredyty mieszkaniowe, z których skorzystać mogą tylko wspólnie małżonkowie, jak też osoby samotnie wychowujące przynajmniej jedno małoletnie dziecko, bądź dziecko do 25 roku życia, jeśli kontynuuje naukę. Z kredytów tych nie mogą skorzystać osoby samotne lub niezamężne żyjące w niezalegalizowanym związku.
Kredyt można otrzymać na budowę lub zakup domu jednorodzinnego jeśli jego powierzchnia użytkowa nie przekracza 140 m kw. oraz na zakup lokalu mieszkalnego o powierzchni użytkowej nie większej niż 75 m kw. Do kredytów stosowane są dopłaty, które stanowią równowartość 50 proc. kwoty odsetek naliczonych od podstawy naliczenia dopłaty według stopy referencyjnej obowiązującej w dniu naliczania dopłaty.
Podstawę naliczania dopłaty stanowi pozostająca do spłaty kwota kredytu preferencyjnego - w przypadku lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego, którego powierzchnia użytkowa nie przekracza odpowiednio: 50 m kw. - dla lokalu mieszkalnego, 70m2 - dla domu jednorodzinnego. W przypadku, gdy powierzchnia użytkowa domu jednorodzinnego jest większa niż 70 m kw., ale nie przekracza 140 m kw., a lokal mieszkalny jest większy niż 50 m kw., lecz nie przekracza 75 m kw., dopłaty są stosowane odpowiednio do kredytów na 70 m kw. domu i 50 m kw. lokalu mieszkalnego. Pozostała część nieruchomości finansowana jest z normalnego kredytu hipotecznego.
Ograniczenia te spowodowały problemy przy uruchamianiu tych kredytów na zasadach określonych w obecnie obowiązującej ustawie. Dodatkowym utrudnieniem jest również to, że w przypadku budowy lub kupna nieruchomości mieszkaniowej powyżej progu dopłat, banki muszą udzielać faktycznie dwóch kredytów - preferencyjnego i normalnego hipotecznego.
Nowelizacja zmierza do usunięcia tych niedogodności. Zostaje rozszerzony krąg beneficjentów kredytów - będą mogły z niego skorzystać zarówno małżeństwa jak i osoby samotne. Posłowie zdecydowali, żeby kredyt preferencyjny był udzielony na całość zakupu lokalu mieszkalnego o powierzchni do 75 m kw. lub domu jednorodzinnego o powierzchni do 140 m kw. Likwiduje to problemy związane z oddzielaniem powierzchni, na którą udzielany jest kredyt preferencyjny, od powierzchni nie objętej takim kredytem.
Znowelizowana ustawa zostanie przesłana prezydentowi do podpisu. Nowe przepisy wejdą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.
MINISTER WYDA ZGODĘ NA BUDOWĘ DOMU Z OKNAMI NA GRANICY DZIAŁKI
Osoba pragnąca wybudować dom przy granicy z sąsiadem będzie musiała wystąpić do ministra o zgodę, o ile planuje budowę okien od strony sąsiada Zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz.U. z 2002 r. nr 75, poz. 690 ze zm.), ogólną zasadą jest, że budynki na działce sytuuje się w odległości, nie mniejszej niż 4 m od granicy z sąsiednią działką (budynek zwrócony ścianą z oknami lub drzwiami) lub 3 m (budynek zwrócony ścianą bez okien lub drzwi). Rozporządzenie jako wyjątek dopuszcza budowę ściany budynku bez okien lub drzwi bezpośrednio przy granicy z sąsiednią działką (w tzw. ostrej granicy), jeżeli wynika to z ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo nie jest możliwe zachowanie minimalnej odległości (3 m), ze względu na rozmiary działki. W takiej sytuacji właściciel może wystąpić do prezydenta m.st. Warszawy o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę domu przy granicy z sąsiadującą działką bez obowiązku uzyskiwania dodatkowych zgód.
Natomiast, jeżeli inwestor zamierza wybudować budynek w ostrej granicy ze ścianą z oknami lub drzwiami skierowaną w stronę sąsiedniej działki, zgodnie z art. 9 ustawy z 7 lipca 1994 r. - Prawo budowlane (Dz.U. z 2006 r. nr 156, poz. 1118 z późn. zm.), uzyskanie decyzji o pozwoleniu na budowę będzie uzależnione od uprzedniego uzyskania zgody prezydenta m.st. Warszawy na odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych. Wydanie zgody, o której mowa powyżej, lub odmowa jej udzielenia będzie z kolei uzależnione od uprzedniego uzyskania przez prezydenta upoważnienia od ministra infrastruktury. Prezydent jest zobowiązany wystąpić z urzędu z wnioskiem do tego ministra o upoważnienie go do wydania (w formie postanowienia) zgody lub odmowy udzielenia zgody na odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych. Wniosek do ministra infrastruktury powinien obejmować m.in. charakterystykę obiektu budowlanego, jaki ma być wybudowany, projekt zagospodarowania działki lub terenu, projekt zagospodarowania nieruchomości z uwzględnieniem istniejącej i projektowanej zabudowy (w przypadku odstępstw od warunków techniczno-budowlanych, które mogą mieć wpływ na środowisko lub nieruchomości sąsiednie), oraz szczegółowe uzasadnienie konieczności wprowadzenia odstępstwa. Ponadto obowiązkowo powinna zostać dołączona pozytywna opinia wojewódzkiego konserwatora zabytków w przypadku obiektów budowlanych wpisanych do rejestru zabytków oraz obiektów budowlanych, które miałyby być usytuowane na obszarze objętym ochroną konserwatorską.
W przypadku złożenia wniosku o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę w ostrej granicy budynku ze ścianą z oknami lub drzwiami skierowaną w stronę sąsiedniej działki prezydent zawiesi z urzędu postępowanie, do czasu uzyskania upoważnienia ministra infrastruktury, o którym mowa powyżej. Jeżeli nie zachodzi uzasadniona potrzeba zastosowania odstępstwa od warunków techniczno-budowlanych lub zachodzą negatywne przesłanki, w postaci sprzeciwu zainteresowanych organów (w tym wojewódzkiego konserwatora zabytków), minister infrastruktury ma obowiązek odmówić wydania upoważnienia, a właściwy organ (w tym przypadku Prezydent m.st. Warszawy) ma obowiązek odmówić wydania zgody na odstępstwo od warunków techniczno-budowlanych. Skutkuje to obowiązkiem odmowy wydania decyzji o pozwoleniu na budowę.
Należy jednak wskazać, iż wydanie upoważnienia przez ministra infrastruktury nie kreuje obowiązku dla właściwego organu (w naszym wypadku prezydent m.st. Warszawy) do wydania zgody na odstępstwo od warunków technicznych, tzn. pomimo udzielonego upoważnienia właściwy organ może odmówić wydania zgody na odstępstwo od warunków techniczno-budowlanych, gdy wystąpią inne przesłanki do odmowy udzielenia takiej zgody.
Zgodnie z poglądami wyrażanymi w orzecznictwie (m.in. wyrok WSA w Warszawie z dnia 29 czerwca 2007 r. VII SA/Wa 431/07), zgoda na odstępstwo od przepisów techniczno-budowlanych może być udzielona jedynie w przypadkach szczególnie uzasadnionych. Ocena, czy w danej sytuacji zachodzą takie przypadki, należy do właściwego organu administracji (prezydenta m.st. Warszawy), który powinien brać pod uwagę charakter przepisu techniczno-budowlanego, od którego ma zostać udzielone odstępstwo, ukształtowanie nieruchomości, na której ma być realizowany obiekt budowlany, stan zagospodarowania nieruchomości sąsiednich, ocenę proponowanych rozwiązań w świetle zasad wiedzy technicznej. W sytuacjach szczególnych wynikających z warunków lokalnych, takich jak kształt i wymiary nieruchomości, położenie względem nieruchomości sąsiednich, stan zagospodarowania danej nieruchomości i terenów sąsiadujących, istnieje potrzeba wyważenia interesów indywidualnych i interesu publicznego, która uzasadniałaby wyłączenie stosowania określonych przepisów techniczno-budowlanych.
Jak podkreślił NSA w wyroku z 29 czerwca 2007 r. (VII SA/Wa 431/07), ustawa z 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane nie przewiduje możliwości wniesienia zażalenia na postanowienie w sprawie udzielenia bądź odmowy udzielenia zgody na odstępstwo od warunków techniczno-budowlanych, co oznacza, że postanowienie to nie podlega odrębnemu zaskarżeniu przez inwestora, jednakże podlega ono kontroli sądu w przypadku zaskarżenia decyzji o pozwoleniu na budowę. W doktrynie prezentowane są poglądy wskazujące, iż skoro sprawa odstępstw od warunków techniczno-budowlanych rozstrzygana jest przed wydaniem decyzji o pozwoleniu na budowę, jest to rozstrzygnięcie wcześniejsze, dokonane w samodzielnym trybie postępowania. Wobec powyższego sprawa ma charakter samodzielny, a postanowienie o odstępstwie wydawane przez organ (prezydenta m.st. Warszawy) jest decyzją rozstrzygającą sprawę co do istoty. W literaturze wskazuje się także, iż możliwa jest interpretacja uznająca postępowanie w przedmiocie zgody na odstępstwo za fragment postępowania administracyjnego wszczętego w celu uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę, a w tej sytuacji orzeczenie organu administracji mogłoby zostać uznane za decyzję rozstrzygającą sprawę co do istoty, ale w określonej części. Obecnie dominuje jednak pogląd potwierdzony orzecznictwem NSA, że postanowienie o udzieleniu bądź o odmowie udzielenia zgody nie może być przedmiotem odrębnego zaskarżania, a stronom (inwestorowi) przysługuje tylko zaskarżenie rozstrzygnięć dokonanych w tym postanowieniu wraz z decyzją o pozwoleniu na budowę.
Ważne!
Ponadto obowiązkowo powinna zostać dołączona pozytywna opinia wojewódzkiego konserwatora zabytków w przypadku obiektów budowlanych wpisanych do rejestru zabytków oraz obiektów budowlanych, które miałyby być usytuowane na obszarze objętym ochroną konserwatorską.
OPUBLIKOWANIE ROZPORZĄDZEŃ MINISTRA INFRASTRUKTURY DOTYCZĄCYCH CHARAKTERYSTYKI ENERGETYCZNEJ BUDYNKÓW
W Dzienniku Ustaw Nr 201 z 13 listopada 2008 r. (poz. 1238, 1239, 1240) ukazały się podpisane 6 listopada br. przez Ministra Infrastruktury trzy rozporządzenia dotyczące charakterystyki energetycznej budynków. Rozporządzenia te będą obowiązywać od 1 stycznia 2009 r. Ministerstwo Infrastruktury na stronie www.mi.gov.pl (zakładka Świadectwa energetyczne) publikuje odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania dotyczące świadectw charakterystyki energetycznej.
Podpisane rozporządzenia:
- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 6 listopada 2008 r. w sprawie metodologii obliczania charakterystyki energetycznej budynku i lokalu mieszkalnego lub części budynku stanowiącej samodzielną całość techniczno-użytkową oraz sposobu sporządzania i wzorów świadectw ich charakterystyki energetycznej (Dz. U. Nr 201, poz. 1240)
- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 6 listopada 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego (Dz. U. Nr 201, poz. 1239)
- Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 6 listopada 2008 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (Dz. U. Nr 201, poz. 1238)
stanowią wypełnienie ustaleń Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2002/91/WE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Podstawę prawną dla ustalenia metodyki świadectw stanowi znowelizowana 19 września 2007 r. ustawa Prawo budowlane. Według Dyrektywy szczegółową formę i zakres świadectwa energetycznego mogą ustalić poszczególne państwa w dostosowaniu do swoich warunków, jednak w przyjętej krajowej metodyce powinny być spełnione ogólne wytyczne zawarte w Dyrektywie.
Rozporządzenie w sprawie metodologii obliczania charakterystyki energetycznej budynku i lokalu mieszkalnego lub części budynku stanowiącej samodzielną całość techniczno-użytkową oraz sposobu sporządzania i wzorów świadectw ich charakterystyki energetycznej umożliwia sporządzanie świadectw dla określonego w ustawie katalogu budynków i lokali mieszkalnych oddawanych do użytkowania oraz wprowadzanych do obrotu, a także w sytuacji wykonywania ich przebudowy lub remontów, skutkiem których następowałaby zmiana ich charakterystyki energetycznej. Metodologia umożliwia też obliczenia dla części budynku stanowiącej samodzielną całość techniczno-użytkową.
Przyjęty w rozporządzeniu w sprawie metodologiiwzór świadectwa energetycznego budynku obejmuje niezbędny zakres informacji dla jego użytkowników. Rozporządzenie określa też metodę obliczania i oceny charakterystyki energetycznej budynku i lokalu mieszkalnego przeznaczonego wyłącznie do mieszkania, metodę obliczania i oceny charakterystyki energetycznej dla pozostałych typów budynków oraz określa zasady postępowania przy sporządzaniu charakterystyki energetycznej w przypadku budynków o funkcjach mieszanych.
Rozporządzenie zawiera przepisy dotyczące sposobu sporządzania i wzoru świadectwa oraz przepisy dotyczące metodologii obliczania charakterystyki energetycznej. Na świadectwo składają się:
strona tytułowa zawierająca podstawowe dane o budynku,
strona zawierająca opis techniczny budynku, obliczeniowe zapotrzebowanie na energię z podziałem na różne nośniki i rodzaje energii,
strona zawierająca wskazówki dla właściciela dotyczące możliwości zmniejszenia zapotrzebowania na energię końcową w budynku przez poprawienie sposobu eksploatacji i przez ewentualną modernizację,
strona zawierająca objaśnienia i informacje dodatkowe, także uwagi wyjaśniające zasady określenia charakterystyki energetycznej.
Nowelizacja rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie stanowi uzupełnienie istniejących przepisów dotyczących standardu energetycznego budynków na potrzeby projektowania budynków, ich budowy i przebudowy oraz zmiany sposobu użytkowania. Celem zmian jest zapewnienie polityki racjonalizacji zużycia energii w zasobach budowlanych, przy jednoczesnym zagwarantowaniu odpowiedniej jakości środowiska wewnętrznego. Nowe przepisy stwarzają warunki oceny energetycznej budynków poprzez model budynku referencyjnego (porównawczego), jako spełniający wymagania przepisów techniczno-budowanych. Zapewniają również odpowiednią jakość wykonywania świadectw charakterystyki energetycznej budynków oraz możliwość ich ewentualnej weryfikacji.
Nowelizacja rozporządzenia w sprawie szczegółowego zakresu i formy projektu budowlanego służy wdrożeniu obowiązku dokonywania, w ramach prac projektowych, analizy możliwości wykorzystania alternatywnych źródeł energii, na potrzeby ogrzewania lub chłodzenia czy przygotowania ciepłej wody użytkowej, w przypadku budynków nowo wznoszonych o powierzchni użytkowej przekraczającej 1000 m2.
DOSTĘP DO KSIĄG WIECZYSTYCH ON-LINE JESZCZE W TYM ROKU
Elektroniczne postępowanie upominawcze to pierwszy krok do informatyzacji wymiaru sprawiedliwości. Jeszcze w tym roku będzie możliwy dostęp on-line do ksiąg wieczystych.
Proces informatyzacji polskiego sądownictwa dopiero się rozpoczyna - zadeklarował wczoraj minister sprawiedliwości podczas pierwszego z cyklu spotkań pt. Nowoczesny sąd, które organizuje Gazeta Prawna we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości.
Wprowadzenie elektronicznego postępowania upominawczego do kodeksu postępowania cywilnego ma być pierwszym krokiem do informatyzowania innych obszarów postępowań.
- Jestem otwarty na nowe pomysły. Jeśli się pojawią, będziemy je realizować w miarę możliwości budżetowych - mówił Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości.
Resort sprawiedliwości chce unowocześnić polski wymiar sprawiedliwości i ułatwić obywatelom dostęp do sądów.
- Być może jeszcze w tym roku uda się wprowadzić dostęp do ksiąg wieczystych on-line dla notariuszy - poinformował Zbigniew Ćwiąkalski.
- Kiedy przepisy wejdą w życie, Polska będzie szóstym krajem w Europie, w którym będzie działał e-sąd - mówił Zbigniew Ćwiąkalski.
Projekt nowelizujący kodeks postępowania cywilnego, który wprowadza elektroniczne postępowanie upominawcze, jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie. Drugie jego czytanie odbędzie się na pierwszym grudniowym posiedzeniu Komisji Nadzwyczajnej do spraw Zmian w Kodyfikacjach. Ministerstwo liczy, że dzięki tym zmianom sądy zostaną odciążone.
- W Polsce co roku rozpatrywanych jest około miliona spraw w tradycyjnym postępowaniu upominawczym. Liczymy, że co najmniej 300-400 tys. takich spraw można będzie prowadzić w postępowaniu elektronicznym - oceniał Zbigniew Ćwiąkalski.
Podatnik, który będzie chciał odliczyć odsetki od kredytu konsolidacyjnego, będzie musiał ustalić, jaka ich część dotyczy tego kredytu, a jaka innych zobowiązań. Ułatwi to nowy PIT-2K.
W związku z rozszerzeniem zakresu ulgi odsetkowej Ministerstwo Finansów przygotowało projekt rozporządzenia, które wprowadzi nowy wzór oświadczenia o wysokości wydatków związanych z inwestycją służącą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych (PIT-2K). To konsekwencja uchwalenia przez Sejm 6 listopada 2008 r. nowelizacji ustawy o PIT, która umożliwi odliczanie w ramach ulgi odsetkowej odsetek spłacanych od zaciągniętych w bankach i SKOK-ach kredytów refinansowych i konsolidacyjnych. Z tym jednak zastrzeżeniem, że będzie można odliczyć tylko odsetki w części przeznaczonej na spłatę kredytu mieszkaniowego lub kredytu refinansowego.
Przepisy nowelizacji mają zastosowanie już w rozliczeniu za 2008 rok. Dlatego również nowy PIT-2K będzie miał zastosowanie pierwszy raz przy rozliczeniu za 2008 rok.
Nowe przepisy przewidują, że odsetki od kredytu (pożyczki), zapłacone w latach 2002-2007 w związku z inwestycją zakończoną przed 1 stycznia 2008 r., podlegają odliczeniu na zasadach (po spełnieniu warunków określonych w przepisach obowiązujących do końca 2006 roku) od dochodu (przychodu) uzyskanego w roku 2008 lub 2009. Podatnicy dostali możliwość odliczenia ich albo w rozliczeniu za rok 2008, za który zeznanie jest składane do 30 kwietnia 2009 r., albo za 2009 rok, za który PIT będzie składany do 30 kwietnia 2010 r.
Obowiązuje tu zasada, że po pierwsze - odliczenia dokonuje się najwcześniej za rok podatkowy, kiedy została zakończona inwestycja. Po drugie - odsetki zapłacone przed rokiem zakończenia inwestycji mogą być odliczone od podstawy obliczenia podatku za rok, w którym podatnik po raz pierwszy odlicza odsetki.
Co ważne, oświadczenia złożone przed dniem wejścia w życie projektowanego rozporządzenia zgodnie ze wzorem określonym w przepisach dotychczasowych nie wymagają zmiany w związku z wejściem w życie nowego rozporządzenia. Oznacza to, że jeżeli ktoś składał już PIT-2K, nie będzie tego musiał robić ponownie. Zostanie tu zachowana reguła, że PIT-2K jest składany jednokrotnie, w pierwszym roku, w którym podatnik korzysta z ulgi.
Rozporządzenie ma wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia go w Dzienniku Ustaw. Podpisania rozporządzenia przez ministra finansów należy spodziewać się zaraz po tym, jak nowelizacja PIT z 6 listopada zostanie podpisana przez prezydenta.
1 stycznia 2009 r. wejdą w życie przepisy ustawy o PIT, które pozwolą na odliczanie w ramach ulgi odsetkowej odsetek m.in. od kredytu konsolidacyjnego
Narodowy Bank Polski uzyska dziś stały dostęp do franków szwajcarskich. Dzięki umowie z Narodowym Bankiem Szwajcarii nasz rynek zostanie zasilony w walutę, na którą istnieje spore zapotrzebowanie.
Porozumienie przewiduje, że Bank Szwajcarii zasili NBP we franki szwajcarskie w zamian za euro. Z kolei polski bank centralny udostępni swoim kontrahentom franki szwajcarskie w zamian za polskie złote. Zawarte przed kilkoma dniami porozumienie będzie obowiązywało tak długo, jak będzie to konieczne, jednak nie krócej niż do stycznia przyszłego roku.
Rząd chce odmrozić oszczędności zgromadzone na książeczkach mieszkaniowych blisko 1,5 mln Polaków. Będą je oni mogli wykorzystać m.in. jako wkład własny przy zaciąganiu kredytu na zakup mieszkania albo na remont.
Co prawda książeczkę można w każdej chwili zlikwidować, ale bez premii gwarancyjnej, która choć częściowo rekompensuje inflacyjny spadek wartości wkładu. W ubiegłym roku na taki krok zdecydowało się ok. 15,4 tys. posiadaczy książeczek. PKO BP wypłaciło im średnio po 4 tys. zł (sam wkład i odsetki). Gdyby tych ludzi było stać na zakup bądź budowę mieszkania, dostaliby więcej. O ile? Na przykład 48,6 tys. osób, które w 2007 r. zrealizowały "cel mieszkaniowy", zainkasowało średnio po ok. 11,4 tys. zł, w tym 6 tys. zł z tytułu premii, którą wypłaca budżet państwa.
Dla tych, którzy czują, że nie mają szans na własne mieszkanie, mamy jednak dobrą wiadomość. W przyjętym w środę projekcie nowelizacji ustawy, która dotyczy m.in. książeczek mieszkaniowych, rząd zaproponował znaczne rozszerzenie katalogu wydatków mieszkaniowych premiowanych dopłatą.
LEGALIZACJA BĘDZIE MOŻLIWA BEZ PLANU ZAGOSPODAROWANIA
Łatwiej będzie zalegalizować samowole budowlaną na terenach nieobjętych planem zagospodarowanie, o ile budynki takie będą spełniać normy techniczne i budowlane, a właściciel uiści opłatę legalizacyjną
Przy legalizacji samowoli budowlanej nadzór budowlany nie będzie mógł żądać ostatecznej w dniu wszczęcia postępowania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Dzięki uchwalonej w październiku nowelizacji - Prawa budowlanego, możliwa będzie legalizacja samowoli wzniesionych na działkach, które nie są objęte miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Nowelizacja wejdzie w życie po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Warunki zabudowy
Jeżeli samowola budowlana nie będzie położona na terenie objętym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, inwestor będzie musiał przedłożyć ostateczną decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Decyzja ta jednak nie będzie musiała być wydana przed wszczęciem postępowania.
Tereny bez planu
W praktyce nowelizacja umożliwi legalizację samowolnie wybudowanych obiektów, które położone są na działce nie objętej miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Obecnie jest to w praktyce niemożliwe, bowiem właściciele takich obiektów muszą przedłożyć powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, wydaną przed wszczęciem postępowania. Uzyskanie takiej decyzji od starosty jest praktycznie niemożliwe, bowiem starostowie uznają, że ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym nie daje im podstaw do ustalania warunków zabudowy dla obiektu, którego choćby część już istnieje w danym miejscu. W konsekwencji powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nie może zalegalizować samowoli i musi wydać decyzję nakazującą rozbiórkę obiektu lub jego części. Po wejściu nowelizacji w życie starosta będzie mógł wydać decyzję o warunkach zabudowy, a inspektor będzie mógł zalegalizować samowolę - oczywiście jeżeli będzie ona spełniała inne warunki prawa, np. będzie zgodna z normami technicznymi i budowlanymi, a właściciel uiści opłatę legalizacyjną.
ILE KOSZTUJE LEGALIZACJA SAMOWOLI BUDOWLANEJ
ogrodzenie działki - 5 tys. zł.
dom jednorodzinny - 50 tys. zł.
budynki przeznaczone na cele rolne - 25 tys. zł.
obiekty przemysłowe, duże domy wielorodzinne, hotele oraz budynki sportu i rekreacji - 200 tys. zł.
Wysokość opłaty jest uzależniona od rodzaju obiektu i celu jakiemu ma służyć oraz od jego kubatury.
AKTUALIZACJA WARTOŚCI PRAWA UŻYTKOWANIA WIECZYSTEGO
Właściwy organ, np. wójt, zamierzający zaktualizować opłatę roczną z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej, powinien wypowiedzieć na piśmie wysokość dotychczasowej opłaty do 31 grudnia. W wypowiedzeniu należy wskazać sposób obliczenia nowej wysokości opłaty i pouczyć o sposobie zakwestionowania wypowiedzenia.
Użytkowanie wieczyste to prawo rzeczowe zbliżone bardzo do prawa własności. Może być ono ustanowione na gruntach Skarbu Państwa bądź gruntach jednostek samorządowych każdego szczebla. Ustanawiane jest poprzez zawarcie umowy pomiędzy właścicielem i użytkownikiem wieczystym. Na mocy tej umowy użytkownik może korzystać z gruntu w zakresie jego gospodarczego przeznaczenia, pobierać pożytki, jednakże własność pozostaje przy Skarbie Państwa lub jednostce samorządowej. W umowie tej można określić obowiązki użytkownika i termin ich realizacji. Umowę zawiera się maksymalnie na 99 lat, jednakże może ulec przedłużeniu. Do powstania prawa użytkowania wieczystego niezbędny jest wpis tego prawa w księdze wieczystej, wpis ten ma charakter konstytutywny. Użytkowanie wieczyste jest dziedziczne i zbywalne. Budynki i budowle posadowione na gruncie stanowią własność użytkownika wieczystego.
Wycena i opłata
Wycena wartości prawa użytkowania wieczystego musi być dokonana przez uprawnionego rzeczoznawcę. Nie zawsze jednak użytkownicy wieczyści zdają sobie sprawę z tego, że ustalona przy zawarciu umowy użytkowania opłata roczna nie jest ustalona raz na zawsze i nie może ulec zwiększeniu bądź zmniejszeniu. Na wysokość tej opłaty mają bowiem wpływ między innymi ceny gruntów, zmiany w stanie faktycznym nieruchomości, zmiany wynikłe ze stanu prawnego, a mianowicie ze zmian w planie zagospodarowania. To, czy opłaty ulegną w stanie faktycznym zmianie, zależy głównie od aktywności zainteresowanych stron, a zwłaszcza właściciela gruntu, zaś ich wysokość od wyżej wymienionych przyczyn.
Zgodnie z art. 77 ustawy o gospodarce nieruchomościami wysokość opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej może być aktualizowana, nie częściej niż raz w roku, jeżeli wartość tej nieruchomości ulegnie zmianie. Z zastrzeżeniem ust. 2 powołanego przepisu, zaktualizowaną opłatę roczną ustala się, przy zastosowaniu dotychczasowej stawki procentowej, od wartości nieruchomości określonej na dzień aktualizacji opłaty.
Jeżeli wartość nieruchomości gruntowej na dzień aktualizacji opłaty rocznej byłaby niższa niż ustalona w drodze przetargu cena tej nieruchomości w dniu oddania jej w użytkowanie wieczyste, aktualizacji nie dokonuje się. Jest to jedyny wyjątek, uzasadniony spadkiem wartości poniżej ceny przetargowej, za jaką strony zgodnie zawarły umowę.
Aktualizacji opłaty rocznej dokonuje się z urzędu albo na wniosek użytkownika wieczystego nieruchomości gruntowej, na podstawie wartości nieruchomości gruntowej określonej przez rzeczoznawcę majątkowego. Najczęstszym przypadkiem jest aktualizacja z urzędu, a więc działanie podjęte przez organy reprezentujące właściciela. W stosunku do gruntów Skarbu Państwa z reguły, zgodnie z art. 11 ustawy o gospodarce nieruchomościami, jest to starosta właściwy ze względu na położenie nieruchomości, w przypadku miasta na prawie powiatu funkcję tę wykonuje prezydent miasta. W stosunku do gruntów jednostek samorządowych w zależności od szczebla samorządu będącego właścicielem gruntu organem uprawnionym jest:
w imieniu gminy - wójt, burmistrz albo prezydent miasta;
w imieniu powiatu - zarząd powiatu;
w imieniu województwa samorządowego - zarząd województwa.
Opłata może więc wskutek aktualizacji ulec podwyższeniu lub raczej rzadko obniżeniu. Obniżenie najczęściej może być skutkiem przekwalifikowania gruntu w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Zgodnie z art. 81 ustawy, użytkownik wieczysty może żądać od właściwego organu dokonania aktualizacji opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej, jeżeli wartość nieruchomości uległa zmianie, a właściwy organ nie podjął aktualizacji opłaty. W razie odmowy użytkownik wieczysty może skierować sprawę do samorządowego kolegium odwoławczego.
Wypowiedzenie
Właściwy organ zamierzający zaktualizować opłatę roczną z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej powinien wypowiedzieć na piśmie wysokość dotychczasowej opłaty do 31 grudnia roku poprzedzającego, przesyłając równocześnie ofertę przyjęcia nowej jej wysokości. W wypowiedzeniu należy wskazać sposób obliczenia nowej wysokości opłaty i pouczyć użytkownika wieczystego o sposobie zakwestionowania wypowiedzenia.
Użytkownik wieczysty może, w terminie 30 dni od dnia otrzymania wypowiedzenia, złożyć do samorządowego kolegium odwoławczego właściwego ze względu na miejsce położenia nieruchomości, wniosek o ustalenie, że aktualizacja opłaty jest nieuzasadniona albo jest uzasadniona w innej wysokości.
Wniosek ten składa się przeciwko właściwemu organowi. Ciężar dowodu, że istnieją przesłanki do aktualizacji opłaty, spoczywa na właściwym organie.
Złożenie wniosku nie zwalnia z obowiązku uiszczania opłat w dotychczasowej wysokości. W przypadku niezłożenia wniosku właściwy organ oraz użytkownika wieczystego obowiązuje nowa wysokość opłaty zaoferowana w wypowiedzeniu.
Wniosek do kolegium
Zgodnie z art. 79 ustawy o gospodarce nieruchomościami wniosek do samorządowego kolegium odwoławczego składa się na piśmie w dwóch egzemplarzach. Podlega on opłacie skarbowej. Kolegium powinno dążyć do polubownego załatwienia sprawy w drodze ugody. Jeżeli do ugody nie doszło, kolegium wydaje orzeczenie o oddaleniu wniosku lub o ustaleniu nowej wysokości opłaty. Od orzeczenia kolegium odwołanie nie przysługuje. W przypadku oddalenia wniosku obowiązuje wysokość opłaty zaoferowana przez organ reprezentujący właściciela gruntu. Ustalona na skutek prawomocnego orzeczenia kolegium lub w wyniku zawarcia przed kolegium ugody nowa wysokość opłaty rocznej obowiązuje począwszy od 1 stycznia roku następującego po roku, w którym wypowiedziano wysokość dotychczasowej opłaty.
Na wniosek właściwego organu kolegium przyznaje w orzeczeniu zwrot kosztów postępowania i opłat skarbowych od użytkownika wieczystego, jeżeli oddaliło w orzeczeniu wniosek. Jeżeli kolegium w orzeczeniu uznało wniosek za zasadny, przyznaje na wniosek użytkownika wieczystego zwrot kosztów i opłat od właściwego organu.
Zgodnie z art. 80 ustawy o gospodarce nieruchomościami od orzeczenia kolegium właściwy organ lub użytkownik wieczysty mogą wnieść sprzeciw w terminie 14 dni od dnia doręczenia orzeczenia. Wniesienie sprzeciwu jest równoznaczne z żądaniem przekazania sprawy do sądu powszechnego właściwego ze względu na miejsce położenia nieruchomości.
PRZYKŁAD
ZAMIANA OPŁATY I WARTOŚĆ NIERUCHOMOŚCI
Zmiana wysokości opłaty rocznej za użytkowanie wieczyste, będąca wyłącznie skutkiem zmiany wartości nieruchomości, wymaga oświadczenia woli właściciela nieruchomości o aktualizacji opłaty rocznej (art. 77 i art. 78 ust. 1 ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami - Dz.U. z 2000 r. nr 46, poz. 543 ze zm.). Przy tym aktualizacji dokonuje się z zachowaniem dotychczasowej stawki procentowej (art. 77 ust. 1 zdanie drugie). Odrębną sprawą jest zmiana tylko stawki procentowej. Oświadczenie woli właściciela nieruchomości dotyczy tutaj wyłącznie stawki (art. 73 ust. 2 w związku z art. 78 ust. 1 wspomnianej ustawy), nie obejmuje natomiast wysokości opłaty. Zmiana tej wysokości następuje niejako automatycznie, do potwierdzenia czego wystarczy zwykła czynność materialno-techniczna (np. zawiadomienie o nowej, odpowiednio obliczonej wysokości opłaty) - orzeczenie z 23 czerwca 2004 r. Samorządowe Kolegium Odwoławcze we Wrocławiu SKO 4114/24/04.
Opłaty za użytkowanie
Tytułem ustanowienia użytkowania wieczystego właścicielowi przysługują następujące opłaty:
opłata pierwsza - nie więcej niż 25 proc. wartości prawa;
opłaty roczne - opłaty za każdy kolejny rok korzystania.
Uprawnienia organów administracji i użytkowników
gdy użytkownik nie zgadza się z nową stawką opłaty zaproponowaną przez organ, powinien wnieść wniosek do samorządowego kolegium odwoławczego w terminie 30 dni od dnia otrzymania wypowiedzenia. To organ ma udowodnić potrzebę i zasadność aktualizacji;
użytkownik wieczysty może nie zgadzać się z aktualizacją w całości lub części;
do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia opłaca się opłatę w dotychczasowej wysokości.
»
05.11.2008 / Wednesday / 0:00:
WAŻNE ZMIANY, ODROLNIENIE GRUNTÓW
Wszystkie grunty rolne i leśne położone w granicach administracyjnych miast zostaną odrolnione z mocy prawa.
Senat przyjął uchwaloną przez Sejm 10 października nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Dzięki temu wszystkie grunty położone w granicach miast zostaną odrolnione z mocy prawa. Odrolnienie obejmie grunty rolne wszystkich klas. Teraz nowelizacja trafi do podpisu prezydenta.
»
03.11.2008 / Monday / 0:00:
SAMOWOLE BEZ PLANU ZAGOSPODAROWANIA DO ZALEGALIZOWANIA
Przy legalizacji samowoli nadzór budowlany nie będzie mógł żądać ostatecznej w dniu wszczęcia postępowania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.
Dziś Senat będzie głosował nad nowelizacją prawa budowlanego, która zrównuje sytuację prawną osób legalizujących samowolę na działce objętej miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego oraz tych, które postawiły budynek na działce bez planu zagospodarowania. Nowelizacja została zarekomendowana przez komisje: samorządu terytorialnego i administracji państwowej oraz gospodarki narodowej.
Jeżeli samowola nie będzie położona na terenie objętym miejscowym planem zagospodarowania, to inwestor będzie musiał przedłożyć ostateczną decyzję o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu. Decyzja ta nie będzie jednak musiała być wydana przed wszczęciem postępowania. Dziś właściciel samowoli położonej na terenie nieobjętym miejscowym planem zagospodarowania musi posiadać decyzję o warunkach zabudowy z datą wcześniejszą niż wszczęcie postępowania. Uzyskanie takiej decyzji od starosty jest niemożliwe. To sprawia, że powiatowy inspektor nadzoru budowlanego nie może zalegalizować samowoli i ma obowiązek wydania decyzji nakazującej rozbiórkę obiektu.
- Gminy do tej pory uznawały, że ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym nie daje im podstaw do ustalania warunków zabudowy dla obiektu, którego choćby część już istnieje w danym miejscu, i z tego względu nie wydawały warunków zabudowy - wyjaśnia Małgorzata Mazur, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Katowicach.
Nowelizacja jest konsekwencją wyroku TK z 20 grudnia 2007 r. (sygn. akt P 37/06), który stwierdził, że sprzeczne z konstytucją jest różne traktowanie właścicieli samowoli, w zależności od tego, czy położna jest ona na działce objętej miejscowym planem zagospodarowania lub nie.
W oczach tanieje euro, funt, frank, a zwłaszcza dolar, który w środę kosztował już tylko 2,84 zł. Kredytobiorcy walutowi mogą odetchnąć z ulgą. Poranna aprecjacja złotego to pestka w porównaniu z popołudniową mocą krajowej waluty. Z każdą godziną złoty dynamicznie ściąga w dół najpopularniejsze pary walutowe. Za szwajcarskiego franka trzeba było zapłacić już tylko 2,47 zł, za euro – 3,63 zł, angielskiego funta – 4,55 zł, a dolara – zaledwie 2,84 zł. Dla porównania, w ostatni piątek za franka płacono nawet 2,73 zł, za dolara 3,14 zł, a za euro 3,98 zł.
Ku lepszemu?
- Wszystko zależy od tego, czy poprawa nastrojów będzie trwalsza. Jeżeli będzie także na rynkach akcji, myślę, że jest szansa na uspokojenie i dalsze wzrosty. Może być wtedy szansa na ruch w kierunku 3,50/euro. Wyprzedaż na giełdach została zatrzymana i to jest, w tej chwili, sytuacja, która wspiera - uważa Andrzej Krzemiński, diler walutowy z Banku BP.
Lepsze nastroje na długu obserwowane w środę, pozwalają dilerom prognozować wzrost cen papierów także w czwartek.
- Dzisiaj ceny rosną od rana, jest to związane z umocnieniem złotego. Wydaje mi się, że dalszy kierunek będzie w stronę umocnienia, silniejszy złoty także będzie wspierał papiery - powiedział Marcin Ziółkowski, diler obligacji z Banku Millennium.
Stabilna stabilizacja
- Inwestorzy wykorzystują ogromną skalę przeceny z poprzednich dwóch tygodni i szukają okazji do tanich zakupów, co również znajduje bardzo mocne przełożenie na rynek walut. Oznaki poprawy sytuacji widoczne były jednak już w piątek, kiedy notowania złotego stabilizowały się, mimo iż jen ciągle się umacniał, co było przejawem ucieczki od wszelkiego ryzyka – komentuje Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM. Pochopne decyzje walutowe
Węgierski forint, podobnie jak złoty, odrobił już wobec euro 12 proc., nieco więcej niż czeska korona (10 proc.), ale ta traciła również znacznie mniej.
- Ten ruch koszykowy oznacza, że w razie pogorszenia sytuacji złoty zachowa się podobnie jak inne waluty, jednak dramaturgia ruchów z poprzedniego tygodnia nie powinna się już powtórzyć.
Scenariusz z ostatnich dwóch tygodni również pokazuje, iż na poziomie konsumenta nie należy podejmować pochopnych decyzji walutowych, a ewentualne decyzje o zabezpieczeniu ryzyka walutowego można podjąć w spokoju, niekoniecznie przy załamującym się rynku – dodaje Przemysław Kwiecień.
OSOBY WYNAJMUJĄCE LOKALE NIE ODLICZĄ WPŁAT DOKONYWANYCH NA FUNDUSZ REMONTOWY
(28 10 2008)
Wyłączenie z podstawy opodatkowania środków finansowych gromadzonych na remont przez prywatnych właścicieli, którzy wynajmują budynki, nie jest możliwe.
INTERPELACJA
Prywatni właściciele budynków wielomieszkaniowych pozbawieni są prawa gromadzenia środków w ramach funduszu remontowego, w przeciwieństwie do innych podmiotów gospodarki mieszkaniowej (przedsiębiorstw komunalnych, spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot mieszkaniowych). MF w odpowiedzi na interpelację poselską (nr 4844) wypowiedziało się w sprawie wyłączenia z podstawy opodatkowania PIT środków pieniężnych na fundusz remontowy przez prywatnych właścicieli budynków wielomieszkaniowych. Chodzi o budynki zamieszkałe przez lokatorów opłacających czynsz według ustawy z 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów.
Ministerstwo Finansów zwróciło uwagę, że przepisy tej ustawy nie przewidują tworzenia funduszu remontowego, a minister finansów nie jest właściwy w zakresie nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów i przyznania prawa gromadzenia środków na funduszu remontowym właścicielom budynków.
Zdaniem MF brak uregulowań dotyczących tworzenia i funkcjonowania funduszu remontowego w przypadku osób fizycznych - właścicieli budynków wielomieszkaniowych, w których wynajmowane są lokale, powoduje, że nie jest możliwe wyłączenie z podstawy opodatkowania środków finansowych gromadzonych na funduszu remontowym przez te podmioty.
Ważne!
Przychody z najmu mogą być opodatkowane na zasadach ogólnych - według skali PIT lub ryczałtem ewidencjonowanym. Usługi najmu mogą być świadczone w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej lub poza taką działalnością
JAKI PODATEK PŁACI SIĘ PRZY ZAMIANIE DOMU I LOKALU
Dodatkowym kosztem przy zamianie nieruchomości jest podatek. Oblicza się go tak, jak przy sprzedaży nieruchomości, a przychodem jest wartość nieruchomości zbywanej.
Od 1 stycznia 2007 r. zmieniły się zasady opodatkowania przychodów z odpłatnego zbycia nieruchomości. Jednakże zgodnie z art. 7 ust. 1 ustawy z 16 listopada 2006 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2006 r. nr 217, poz. 1588), do przychodu (dochodu) z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw określonych w art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a) - c) ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, nabytych lub wybudowanych (oddanych do użytkowania) do 31 grudnia 2006 r., stosuje się zasady określone w tej ustawie, w brzmieniu obowiązującym przed 1 stycznia 2007 r.
Ważne!
Przez umowę zamiany każda ze stron zobowiązuje się przenieść na drugą stronę własności rzeczy w zamian za zobowiązanie się do przeniesienia własności innej rzeczy
Zgodnie z art. 28 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, w brzmieniu obowiązującym do 31 grudnia 2006 r., przychodu z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych określonych w art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a)-c) nie łączy się z przychodami (dochodami) z innych źródeł. Podatek z tytułu uzyskania ww. przychodów ustala się w formie ryczałtu w wysokości 10 proc. uzyskanego przychodu. Do nieruchomości nabytych po tym dniu stosuje się natomiast stawkę 19 proc. Podstawą opodatkowania jest jednak w tym przypadku nie przychód, a dochód. W odniesieniu do zamiany nieruchomości zastosowanie znajdzie zwolnienie odnoszące się do sprzedaży nieruchomości, związane z 12-miesięcznym okresem zameldowania w nieruchomości zbywanej. Zamiana jest bowiem takim samym odpłatnym zbyciem nieruchomości, jak jej sprzedaż.
Umowa zamiany jest umową konsensualną, odpłatną i wzajemną, w której świadczenia obu stron mają charakter niepieniężny. Zamiana jest więc umową o podobnym charakterze co sprzedaż.
Podatek dochodowy od zamiany nieruchomości oblicza się identycznie, jak w przypadku sprzedaży nieruchomości. Przychodem jest wartość nieruchomości zbywanej. W razie zamiany również obowiązuje zasada nieopodatkowania dochodu po upływie pełnych pięciu lat od daty nabycia/wybudowania nieruchomości. Natomiast przy zamianie okresy te odnoszą się do każdej z osób dokonującej zamiany.
Raty we frankach wciąż są niższe, ale dług zamiast zmaleć - urósł. U połowy kredytobiorców jest większy niż wartość nieruchomości - donosi "Puls Biznesu".
Prysły korzyści z kredytu we franku szwajcarskim. A taki był atrakcyjny. Marcin Materna, szef działu analiz DM Millennium zestawił kursy złotego do franka w ostatnich pięciu latach i kwoty jakie w tym czasie kredytobiorcy pożyczali na kupno mieszkań. Wnioski? Co najmniej połowa kredytobiorców nic nie zyskała na zachwalanym przez lata franku, albo nawet jest mocno do tyłu. Dwie trzecie dłużników zaciągnęło bowiem kredyt po kursie 2,5 zł lub niższym, co oznacza, że nawet po dwóch latach spłaty mają do oddania wyższy dług niż w momencie spisywania umowy z bankiem.
Niewątpliwie paniczne zmiany kursów walutowych, jakich jesteśmy świadkami w ostatnich tygodniach zasługują na miano krachu. Co było przyczyną tak gwałtownego załamania? Czy tak potężne zmiany są rzeczywiście nieuzasadnione?
Aby zrozumieć przez co przechodzi obecnie rynek walutowy należy spojrzeć na niego z perspektywy długoterminowej i następnie odnieść ją do światowego kryzysu, jaki ma miejsce od połowy 2007 roku. W latach 2001-08 miało miejsce bardzo poważne osłabienie się dolara amerykańskiego i japońskiego jena. Waluty te obniżyły swoją wartość o kilkadziesiąt procent w stosunku do walut europejskich oraz ogólnie do walut wysoko oprocentowanych. Dodatkowo rynki wschodzące były bardzo korzystnie postrzegane przez inwestorów zagranicznych i dlatego silnie umacniały się takie waluty jak polski złoty, korona czeska czy słowacka.
Jednocześnie długoletnia hossa na rynku finansowym i nieruchomości sprawiła, że bardzo popularne stały się niektóre ryzykowne strategie inwestycyjne. Obok inwestycji w rozmaite papiery wartościowe oparte na hipotekach, na masową skalę zaczęto stosować metodę carry trade, wykorzystującą różnicę w oprocentowaniu w różnych krajach. Niezachwiany wzrost cen aktywów oraz w miarę stabilne stopy procentowe powodowały, że koncepcja ta wydawała się bezpieczna. Pożyczano na niski procent w japońskich jenach czy franku szwajcarskim, następnie lokowano tak uzyskane środki na wyższy procent na innych, wyżej oprocentowanych rynkach. Masowa skala tego typu transakcji dodatkowo osłabiała waluty nisko oprocentowane, co znacząco zwiększało zyski z różnic kursowych na tego typu operacjach. Transakcje te zawierane były najczęściej bez żadnego zabezpieczenia jeżeli chodzi o potencjalne niekorzystne zmiany kursów walutowych.
Mniej więcej latem 2007 roku rozpoczął się wielki kryzys finansowy, jakiego nie widziano od kilkudziesięciu lat. Przez dłuższy czas uważano, że najpoważniejsze jego skutki ograniczą się do Stanów Zjednoczonych oraz niektórych państw europejskich, takich jak Wielka Brytania. Region emerging markets wydawał się względnie bezpieczny na tle wciąż pogarszającej się sytuacji państw wysoko rozwiniętych. Przeświadczenie to było wzmacniane przez nieustanny wzrosty cen surowców i żywności (czego beneficjentem były niektóre kraje regionu, takie jak Rosja czy Brazylia) oraz ciągle umacniające się waluty, na tle wciąż trwającej bessy na światowych giełdach. W sierpniu nastąpiła zmiana trendu, bąbel na rynku towarowym pękł i ceny zaczęły szybko spadać. Jednocześnie zaczął gwałtownie wzmacniać się dolar, przede wszystkim w stosunku do przewartościowanych walut emerging markets. Dużą rolę w zmianie trendu odegrały tu oczekiwania co do przyszłego kierunku zmian w stopach procentowych.
Następnie we wrześniu nastąpił przełom jeżeli chodzi o dalszy rozwój wypadków. Kryzys okazał się potężny i najpierw zaczęły upadać giganty finansowe w Stanach Zjednoczonych (Fannie Mae, Freddie Mac, Lehman Brothers, AIG itd.), później uchwalono dość dyskusyjny plan ratunkowy dla rynków w wysokości 700 miliardów dolarów, po czym kryzys przeniósł się do Europy, gdzie między innymi rządy Belgii i Holandii były zmuszone do ratowania banku Fortis. Skala tych upadłości, przejęć i nacjonalizacji była kroplą, która przelała czarę goryczy i po rocznej bessie na wszystkich giełdach spadki uległy drastycznemu przyspieszeniu i wystąpiła panika.
W wyniku tych zawirowań doszło do kompletnego ograniczenia zaufania na rynkach, czego skutkiem jest bardzo poważny wzrost awersji do ryzyka i w efekcie paniczne wycofywanie się z jakichkolwiek ryzykownych inwestycji. Wyprzedaż aktywów trwa, w cenie jest gotówka i to najlepiej w postaci amerykańskich czy japońskich bonów skarbowych. Nie ma znaczenia, że oferują one bardzo skromne oprocentowanie, bezpieczeństwo wydaje się dzisiaj najważniejsze. Wszystkie koncepcje oparte o dość ryzykowne założenia nieustannego wzrostu cen nieruchomości czy surowców, stałej relacji w wysokości stóp procentowych w różnych krajach, braku niekorzystnych zmian na rynku walutowym, braku ryzyka politycznego, itp. są w tej chwili po kolei dyskredytowane.
W ten sposób wszyscy zdali sobie sprawę z faktu, że kryzys ma charakter globalny i wcześniejszy optymizm co do niektórych emerging markets był nieuzasadniony. Kłopoty Islandii, następnie Ukrainy i Węgier uświadomiły jednoznacznie, że problemy z lokalną walutą mogą wystąpić wszędzie, niezależnie od jakości systemu finansowego. W podobnym stopniu likwidowane są pozycje w walutach państw wysoko rozwiniętych. Panicznie wyprzedawane są również waluty państw wysoko rozwiniętych, takie jak funt brytyjski, korona norweska czy waluta australijska. Wcześniejsze umocnienie się tych walut w stosunku do dolara było za głębokie i teraz w sytuacji bezprecedensowego kryzysu finansowego jest gwałtownie korygowane, niezależnie od fundamentów danego kraju.
Cezary Rękawek
Doradca Inwestycyjny Domu Maklerskiego TMS Brokers S.A. Rynkiem kapitałowym zajmuje się od 15 lat.
INTERNAUCI ALARMUJĄ: BANKI COFAJĄ ZGODY NA KREDYTY
"Jeszcze wczoraj miałem zdolność kredytową na wymarzone mieszkanie. Dzisiaj nie mam gdzie mieszkać" - pisze na platformę Kontakt TVN24 pan Paweł. Inni internauci też alarmują - banki nie tylko zaostrzają warunki przyznawania nowych kredytów, ale wycofują już podjęte decyzje kredytowe.
Mimo zapewnień o stabilności polskiej gospodarki, nasze banki wolą dmuchać na zimne. Zaostrzeniom ulegają kryteria przyznawania kredytów, zmianie uległy też oferty. Banki zmniejszają wielkość udzielanego kredytu nawet do 65 proc. wartości nieruchomości, nie chcą też pożyczać we frankach szwajcarskich.
Ciężkie czasy, ciężkie warunki
- W takich czasach, jak obecne, nie powinno się brać na siebie ryzyka pożyczania we frankach - przyznaje w "Faktach" TVN prezes Millenium Bogusław Kott.
Mariusz Dymowski z PKO BP w rozmowie z dziennikarzem "Faktów" dodaje, że kredytobiorca musi się teraz liczyć z wysokim wkładem własnym, rzędu 20 proc. (co przy kredycie na 1 mln zł, stanowi zawrotna kwotę 200 tys. zł). - Trzeba się też liczyć z wyższą ratą, z racji podwyższonego oprocentowania - dodał Dymowski.
Cofają podjęte decyzje
Wszystko to jest naturalną reakcją na zagrożenie - oczywistym jest, że upadłość banku nikomu nie pomoże. - Sęk w tym, że banki cofają wydane już decyzje dotyczące przyznanych kredytów - pisze nasza internautka, pani Angelika. Osoby, które miały podpisywać umowę kredytową, są teraz odprawiane z kwitkiem: - Nie pomaga tłumaczenie klientów, że jutro spotkanie z notariuszem, że podpisana już umowa przedwstępna i wpłacony zadatek. Bank tłumaczy, że decyzja nie jest umową i nie ma obowiązku jej podtrzymywania. Tylko, że na podstawie tej decyzji ludzie decydują się na wpłacanie zadatków, zaciąganie kredytów, itd. - czytamy w liście internautki. Bierzemy kredyt
Pani Angelika tak opisuje swoją sytuację: - Kończymy formalności związane z ubieganiem się o kredyt mieszkaniowy. Przegląd ofert zrobiony, mieszkanie już wybrane, a zadatek wpłacony. Dostajemy decyzję kredytową i... Jest pozytywna. Wiemy na jaki czas i na jakich warunkach. Pozostaje dostarczenie ostatnich dokumentów i możemy podpisywać umowę - opowiada.
ALE.....
W międzyczasie pojawiły się informacje o kryzysie. Panika na giełdach i apokaliptyczne wizje, kreślone przez część specjalistów.
Bank najpierw zapewniał, że nie bierze pod uwagę odmowy wcześniej wydanych promes. "Kilka dni później dostajemy informację od naszego banku o zmianie warunków kredytu. Możemy liczyć na sfinansowanie 65 proc. wartości nieruchomości - reszta to wkład własny" - pisze na Kontakt TVN24 pan Paweł. Po ostatnich zmianach dla wielu osób oddala się wizja posiadania własnego "m", ale oddala się też wizja krachu polskiego systemu finansowego.
"Bank tłumaczy, że decyzja nie jest umową i nie ma obowiązku jej podtrzymywania. Tylko, że na podstawie właśnie tej decyzji ludzie w ogóle decydują się na wpłacanie zadatków, zaciąganie kredytów itd... "
Nowe zasady przyznawania kredytów hipotecznych uniemożliwią zakup własnego domu dziesiątkom tysięcy Polaków. Jednocześnie zwiększy się popyt na mieszkania wynajmowane, których ceny mogą znacznie wzrosnąć - pisze "Dziennik".
W ostatnim czasie niemal codziennie, któryś z banków zaostrza politykę kredytową. Bank Millennium wprowadził wymóg posiadania 35 proc. wkładu własnego przy kredytach we frankach szwajcarskich. Dla kredytów w złotych banki podwyższają marże, co skutecznie obniża szanse na sfinansowanie zakupu własnego mieszkania.
Gazeta zauważa, że po sierpniu i wrześniu - miesiącach, w których juz tradycyjnie mieszkań poszukują setki studentów, zainteresowanie wynajmem nie maleje. Ceny wynajmu w ciągu roku, w całej Polsce wzrosły o 20, a w największych miastach nawet o 30 proc. Na rynku spodziewana jest kolejna, znacząca podwyżka.
Jeżeli popyt na nowe mieszkania cały czas będzie spadał, a na wynajmowane rósł, istnieje możliwość, że rynkiem mieszkań wynajmowanych zainteresują się deweloperzy, którzy nie mogąc sprzedać mieszkać, zaczną je po prostu wynajmować - przewiduje "Dziennik".
»
14.10.2008 / Tuesday / 0:00:
Zapomnij o kredycie na mieszkanie (PAP, ak/14.10.2008, godz. 06:15)
Klienci kredytów hipotecznych są jednymi z pierwszych ofiar kryzysu, po tym jak część banków bardzo mocno ograniczyła pożyczki. Jeszcze niedawno w Millennium na osiem wniosków pozytywnie rozpatrywano pięć. Dziś - według informacji "Dziennika" - jedynie dwa. Podobnie jest w BZ WBK. Wielu ludzi marzenia o własnym mieszkaniu musi odłożyć na później.
Bankowcy przyznają, że eldorado kredytowe już się skończyło. Bank Millennium, niegdyś hojnie udzielający pożyczek, jest tego dobrym przykładem. "Najpierw w przypadku kredytów udzielanych we frankach podnieśliśmy marżę z 1 do 2 proc., potem przestaliśmy kredytować 100 proc. wartości nieruchomości i kazaliśmy klientom zdobyć 10-proc. wkład własny. Zdolność kredytową badamy nadal tak samo, ale już nie na 45 lat, a na 35 lat" - mówi anonimowo jeden z przedstawicieli banku.
Efekt łatwy do przewidzenia. "Przeciętnie na osiem wniosków akceptujemy dwa, a jeszcze trzy tygodnie klepaliśmy nawet pięć" - mówi rozmówca gazety. Podobne sygnały płyną z BZ WBK. "W moim oddziale pozytywnie rozpatrujemy co piąty wniosek. Do tego musi w niego zajrzeć coraz więcej specjalistów i podjęcie decyzji przeciąga się" - przyznaje pracownik banku.
Postawę swojej i innych instytucji kwituje krótko: to odcięcie kredytów dla całych grup społecznych. "Oficjalnie wszyscy mówią, że rozpatrują kredyty indywidualnie, ale jeśli ustala się, że rata może wynosić 40, a nie 60 proc. miesięcznego dochodu, to dla wielu jest to koniec kredytu" - komentuje rozmówca "Dziennika".
Gazeta zauważa, iż eksperci też wskazują, że złote czasy kredytu hipotecznego to już historia. W 2006 r. banki w Polsce udzieliły 30 mld zł kredytów hipotecznych, w 2007 r. - blisko 60 mld zł. Prognozy na ten rok mówiły o 68 mld zł. I nagle okazało się, że w obliczu kryzysu stanowią one marzenie ściętej głowy.
"Co prawda do czerwca udzielono 36 mld zł kredytów, ale już wiadomo, że prognoza się nie sprawdzi" - mówi Agnieszka Nierodka z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego. "Banki zaostrzają kryteria udzielania kredytów, na rynku nieruchomości panuje zastój, ludzie czekają ze sprzedażą domów i mieszkań, inni wolą poczekać z kupnem" - dodaje.
O tym przeczytać można więcej w dzisiejszym wydaniu "Dziennika".
Bank PKO BP zdecydował się na zaostrzenie warunków udzielania kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich - poinformował PKO BP w komunikacie prasowym. Klienci banku ubiegający się o kredyt mieszkaniowy we franku szwajcarskim mogą obecnie otrzymać do 80 proc. wartości nieruchomości stanowiącej zabezpieczenie kredytu. Jednocześnie bank podwyższa wymogi dotyczące zdolności kredytowej. Podwyższeniu uległa także marża kredytowa, średnio o 1 punkt procentowy.
"Czasowa modyfikacja oferty dotyczy kredytów udzielanych w CHF; jest podyktowana zwiększoną zmiennością kursu walutowego oraz wyższym ryzykiem stopy procentowej. Powyższe zmiany są zgodne z aktualnymi tendencjami na polskim rynku kredytów mieszkaniowych" - podano w komunikacie.
Oferta kredytów hipotecznych w złotych postała niezmieniona.
»
11.10.2008 / Saturday / 0:00:
Polacy rzucili się do kupowania mieszkań (Polska The Times, 11.10.2008)
Powraca koniunktura na rynku nieruchomości. Polacy chcą zdążyć z kupnem mieszkania przed zapowiadanym zaostrzeniem polityki kredytowej banków - pisze dziennik "Polska The Times" Obecne zainteresowanie kupnem nowych mieszkań można porównać do boomu sprzed dwóch lat, kiedy to udzielono prawie 300 tys. kredytów hipotecznych. Klienci obawiają się zwyczajnie, że po zaostrzeniu polityki finansowej przez banki stracą zdolność kredytową. Pozostaje jednak dylemat: czy kupić teraz, kiedy jeszcze łatwiej o kredyt, czy poczekać, kiedy ceny nieruchomości spadną jeszcze bardziej.
Zwiększone zainteresowanie kredytami hipotecznymi wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, wzmożone zainteresowanie Polaków nowymi mieszkaniami zaczęło się kilka tygodni temu, kiedy Komisja Nadzoru Finansowego wprowadziła obostrzenia na rynku kredytowym. Po drugie, jest to związane z sezonowością. "Polska" zauważa, że jesienią jest tradycyjnie większy ruch na rynku nieruchomości.
Pomimo kryzysu i obostrzeń i na rynku finansowym, zawsze znajdą się banki, które będą skłonne ponosić większe ryzyko, aby wygrać z konkurencją. Podrożenie kredytów z kolei sprawi, że na popularności zyskają mieszkania o niższym standardzie, mniejsze i w gorszych lokalizacjach.
Komisja Nadzoru Bankowego chce wprowadzenia ostrzejszych warunków przyznawania pożyczek hipotecznych. Pisze o tym "Rzeczpospolita".
W przyszłym tygodniu banki otrzymają od pionu bankowego KNF list ze wskazaniami i oczekiwaniami, dotyczącymi oceny zdolności kredytów hipotecznych.
Komisja nie określiła, jak wysokiego wkładu własnego powinny żądać banki. Jednak przewodniczący KNF Stanisław Kluza podawał wcześniej, że powinno to być 25 do 30 procent wartości nieruchomości. Dziennik podkreśla, że zdaniem ekspertów tak wysokie limity nie są konieczne. Tymczasem banki same rewidują swoją politykę kredytową z powodu niższych prognoz wzrostu gospodarczego.
"Rzeczpospolita" zaznacza, że ostatnio zaczęły wprowadzać ograniczenia relacji kwoty kredytu do wartości nieruchomości. Zaostrzenia dotyczą przede wszystkim kredytów we frankach szwajcarskich. Cały artykuł w "Rzeczpospolitej".
( PFRN 11.10.2008 ) Zgodnie z unijnymi wymogami od 1 stycznia 2009 r. zacznie w Polsce obowiązywać nowelizacja prawa budowlanego, która wprowadza obowiązek posiadania certyfikatu energetycznego na każdy nowo wybudowany budynek. Taki wymóg będzie istniał także w przypadku sprzedaży lub wynajmu starszych domów. Świadectwo charakterystyki energetycznej będzie też niezbędne w przypadku sprzedaży mieszkania.
Certyfikaty będą określać ilość energii wyrażonej w kWh na metr kwadratowy budynku, która będzie niezbędna do zaspokojenia potrzeb związanych z jego użytkowaniem przez rok. Mają obowiązywać przez 10 lat, po których będzie je trzeba wyrabiać od nowa.
Ważnym elementem świadectwa energetycznego będzie wskaźnik pokazujący roczne zapotrzebowanie na energię wyrażone w zużytych kilowatach na metr kwadratowy w skali roku. Wpłynie on na cenę mieszkania.
Gazeta Prawna dotarła do projektów rozporządzeń do prawa budowlanego, które umożliwią wydawanie od 1 stycznia 2009 r. certyfikatów energetycznych. Określają one sposób sporządzania i wzorów świadectw charakterystyki energetycznej, metodologię prowadzenia obliczeń, wymogi, jakie powinny spełniać projekty budowlane, oraz warunki techniczne budynków i ich usytuowania.
- Rozporządzenia zostaną podpisane przez ministra infrastruktury najpóźniej do 20 października - deklaruje Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury.
Wzór świadectwa
Zgodnie z projektem świadectwo ma być sporządzone w dwóch formach - pisemnej i elektronicznej. Dołączone powinny być do niego dane i obliczenia wykonane w trakcie jego sporządzania. Świadectwo ma składać się z sześciu części. Część tytułowa określi typ budynku, adres i nazwisko właściciela, wartość wskaźnika EP dla budynku ocenianego oraz jego porównanie z wartością wskaźnika EP dla budynku modelowego oraz datę wydania i ważności świadectwa. Ma zawierać także informacje o wystawiającym świadectwo. W części drugiej - charakterystyce techniczno-użytkowej znajdą się informację o przeznaczeniu budynku, roku jego oddania do użytkowania, kubaturze i liczbie kondygnacji, rodzaju konstrukcji, powierzchni, ogrzewaniu, wentylacji, ciepłej wodzie oraz chłodzeniu. Część trzecia określi charakterystykę energetyczną budynku, czyli np. średni współczynnik przenikania ciepła i zapotrzebowanie energii końcowej. W części czwartej ma znaleźć się ocena charakterystyki energetycznej, czyli określenie obliczeniowego zapotrzebowania nieodnawialnej energii pierwotnej i porównanie jej z wartościami referencyjnymi oraz ocena graficzna charakterystyki energetycznej na wykresie. Część piąta świadectwa zawrze uwagi o możliwości zmniejszenia zapotrzebowania energii w budynku. Ostatnia zaś wskaże podstawę prawną, na jakiej sporządzono świadectwo.
Skomplikowane przepisy
Większość ekspertów krytykuje jednak treść tych rozporządzeń i wzór świadectwa energetycznego. Ich zdaniem są one zbyt skomplikowane, zawierają szereg specjalistycznych sformułowań i niewiele osób będzie w stanie zrozumieć ich treść. Spowodowane jest to głównie tym, że na świadectwie nie będzie zaznaczona klasa energetyczna budynku (np. A, B lub C), co jest stosowane w prawie wszystkich państwach Unii Europejskiej i jest czytelne dla zwykłych ludzi, ale będzie podane jedynie zużycie energii.
- Klasy energetyczne kwantyfikują jakość energetyczną budynku podobnie do ocen w szkole, przez co stają się zrozumiałe i nabierają znaczenia dla osób, które nie są obeznane z zagadnieniami efektywności energetycznej w budynkach - mówi Dariusz Koc z Krajowej Agencji Poszanowania Energii. Jego zdaniem rozporządzenie wprowadza bardzo dużą dowolność i uznaniowość przyjmowania do obliczeń wielu parametrów i danych wyjściowych do obliczeń, co pozostawia bardzo duże możliwości dla osób wykonujących świadectwa w zakresie naciągania wyników i manipulowania wielkościami charakteryzującymi jakość energetyczną budynków.
- Prowadzić to będzie do zafałszowywania świadectw - wyjaśnia Dariusz Koc.
Negatywnie może to wpłynąć również na szybkość wydawania świadectw. Z powodu opóźnień w przygotowaniu metodologii wykonania świadectwa nie odbył się w Polsce żaden egzamin i nie zakończyły się żadne studia podyplomowe. Sprawia to, że od początku przyszłego roku świadectwa będą mogli sporządzać jedynie inżynierowie posiadający uprawnienia projektowe.
Korzyści dla klientów
- Certyfikat zawrze informacje o zużyciu energii w lokalu i możliwościach jej zmniejszenia. Kupujący lub wynajmujący mieszkanie podejmie decyzję, czy te dane są mu potrzebne - mówi Olgierd Dziekoński. Przewiduje to wchodząca w życie 1 stycznia 2009 r. nowelizacja ustawy - Prawo budowlane z 19 stycznia 2007 r., dodaje.
Zgodnie z jej przepisami osoby fizyczne lub prawne, kupujące lub wynajmujące mieszkania na rynku wtórnym będę musiały rozważyć, czy warto mieć świadectwo energetyczne. Jego sporządzenie nie będzie bowiem obowiązkowe. Jednak, jeśli nabywca nieruchomości lub wynajmujący zażądają przedstawienia świadectwa, to właściciele zostaną zobowiązani do jego przedłożenia. Koszt sporządzenia świadectwa zostanie jednak najprawdopodobniej przerzucony na kupującego lub wynajmującego (cena jednego świadectwa to ok. kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych w zależności od wielkości lokalu, budynku).
- Warto ponieść te koszty, bowiem dzięki świadectwu energetycznemu dowiemy się np. o zużyciu gazu i energii elektrycznej. Ceny tych mediów systematycznie rosną, a ludzie często nie zdają sobie sprawy w momencie zaciągania kredytu na zakup nieruchomości, że do miesięcznej raty trzeba doliczyć coraz wyższe koszty utrzymania nieruchomości - mówi Maria Dreger z Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości.
Zdaniem Tomasza Lebiedzia, pośrednika nieruchomości z Warszawy, w dużych miastach koszty utrzymania nieruchomości nie wpłyną na decyzję o nabyciu mieszkania czy domu.
Zapłacą kupujący
Wyboru w sprawie żądania przedstawienia certyfikatu energetycznego, zgodnie z nowelizacją, nie będą miały podmioty kupujące mieszkania na rynku pierwotnym, czyli bezpośrednio od dewelopera. W przypadku bowiem nowo budowanych obiektów od przyszłego roku każdy z nich musi mieć certyfikat. Zdaniem ekspertów z pewnością wpłynie to na wzrost cen nieruchomości.
Rozporządzenia mają wejść w życie od 1 stycznia przyszłego roku, czyli od momentu wejścia w życie obowiązku posiadania certyfikatów energetycznych.
»
08.10.2008 / Wednesday / 0:00:
BCC: NAJPÓŹNIEJ ZA DWA LATA GROŻĄ NAM REGULARNE WYŁĄCZENIA PRĄDU
Najpóźniej za dwa lata dojdzie w Polsce do regularnych przerw w dostawach prądu do mieszkań i firm, jeśli nie rozpoczną się inwestycje w moce wytwórcze i zdolności przesyłowe - uważa ekspert BCC prof. Maciej Chorowski.
"Problem może wybuchnąć i to całkiem niedługo" - powiedział na poniedziałkowej konferencji prezes Business Center Club (BCC) Marek Goliszewski. Jego organizacja przygotowała raport na temat stanu polskiej elektroenergetyki. BCC zamierza przedstawić go premierowi Donaldowi Tuskowi i wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi.
"Do 2014 roku możemy mieć sześcioprocentowy deficyt mocy. Grożą nam wyłączenia prądu w mieszkaniach i firmach" - podkreślił Goliszewski. Zdaniem BCC, przyczyną jest brak środków na renowacje pracujących bloków energetycznych i urządzeń oraz na inwestycje w nowe moce.
"Zainstalowana moc elektryczna w Polsce od kilku lat nie zmienia się i wynosi 33-35 tys. megawatów. Rośnie zużycie prądu, co oznacza, że zmniejsza się rezerwa mocy" - wyjaśnił Chorowski.
Jego zdaniem wzrost popytu na energię elektryczną rośnie w tempie 3,5 proc. rocznie. "Powinniśmy instalować i to praktycznie od zaraz ponad 1000 MW nowych mocy rocznie" - ocenił ekspert. Podkreślił, że brak inwestycji spowoduje niedobór mocy i konieczność wstrzymywania dostaw prądu.
Chorowski zwrócił też uwagę na groźbę wzrostu cen prądu m.in. ze względu na koszt zakupu przez firmy energetyczne uprawnień do emisji dwutlenku węgla.
"Polska emituje rocznie ok. 220 mln ton dwutlenku węgla, a unijny limit wynosi 180 mln ton. Szacuje się, że za dodatkowe uprawnienia trzeba będzie zapłacić ok. 4 mld zł" - wyliczył. Może to oznaczać, że każdy obywatel będzie dopłacać co roku do dotychczasowych rachunków ok. 400 zł - ocenił.
BCC postuluje zmiany w polskim prawie energetycznym. Zdaniem organizacji pracodawców, za sektor ten nie powinny odpowiadać aż trzy resorty, jak do tej pory - środowiska, skarbu i gospodarki.
Skutkiem kryzysu finansowego jest spadek zaufania między bankami, co bezpośrednio przekłada się na wzrost kosztów uzyskania kredytu mieszkaniowego - donosi "Gazeta Wyborcza". Banki niechętnie pożyczają sobie nawzajem pieniądze, a jeśli już to robią, to takie pożyczki są bardzo wysoko oprocentowane. Dotyczy to zwłaszcza franków szwajcarskich, które są bardzo popularne wśród polskich kredytobiorców. Trzymiesięczna stopa LIBOR, która jest składnikiem oprocentowania kredytów hipotecznych, w ostatnim miesiącu poszła w górę o 0,31 pkt proc. Oznacza to, że automatycznie podrożały nowo udzielane kredyty, a ci którzy je spłacają, mogą się spodziewać podwyżki rat najwcześniej pod koniec tego miesiąca - zaznacza "GW".
"GW" wylicza, że dla klientów, którzy spłacają kredyt w złotówkach rata wzrośnie o 15 złotych na każde 100 tys. zł zadłużenia. Natomiast ci, którzy zaciągnęli kredyty we frankach mogą się spodziewać, że ich rata wzrośnie o 19 zł na każde 100 tys. Rośnie także marża od udzielanych kredytów.
Według "GW" to nie jedyne komplikacje wynikające z kryzysu finansowego. Osobom, które nie posiadają kilkudziesięciu tysięcy złotych oszczędności na wkład własny, nie uda się uzyskać kredytu hipotecznego. Pieniądze te mogą być przeznaczone na sfinansowanie co najmniej jednej dziesiątej kosztów zakupu nieruchomości - podaje "GW".
Światowy kryzys finansowy uderzył w rynek kredytów hipotecznych. Skutkiem tego będzie spadek cen nieruchomości. Jak długo on potrwa? Kiedy najbardziej opłaci się zakup własnego mieszkania?
Michał Macierzyński z serwisu Bankier.pl przedstawił 11 przyczyn, które muszą doprowadzić do obniżki cen:
- Statystyki dotyczące rynku nieruchomości często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Łatwo nimi manipulować. Rzekomo mamy w Polsce deficyt powierzchni mieszkaniowej. Narodowy spis powszechny z 2002 ustalił, że brakowało nam 1,7 mln nieruchomości. Ale tylko milion w miastach - to tam działają deweloperzy. Co ciekawe, między 2002 a 2008 oddano tu do użytku 825 tysięcy mieszkań. Czyli prawie tyle, na ile oceniano potrzeby.
- Wiele osób chce kupić mieszkanie, ale nie stać ich na to. To tak zwany popyt zgłaszany, a nie realny.
- Banki nie będą już tak chętnie udzielać kredytów. Kryzys finansowy nauczył je ostrożności. Skończą się więc pożyczki na 120% wartości nieruchomości, w atrakcyjnych walutach. Mniej ludzi będzie stać na mieszanie, spadnie więc popyt, a wraz z nim ceny.
- Wzrosną stopy procentowe. PRNews pisze:
Stopa WIBOR3M wynosi już ponad 6,7%! To o 0,7 pp więcej niż oficjalna stopa ustalona przez RPP. Stopa LIBOR3M to natomiast już 3% i wzrosła w ciągu kilku dni o 0,25 pp.
- Wielu potencjalnych kredytobiorców, słysząc o kryzysie i niestabilności, wstrzyma się zapewne z decyzją o zakupie mieszkania. Opóźni ją o kilka miesięcy, a może nawet o parę lat. To także zmniejszy popyt.
- Komisja Nadzoru Finansowego zaostrzy swoją politykę. Nowa rekomendacja "T", która pojawi się najprawdopodobniej jeszcze w tym roku zmieni zasady przyznawania kredytów.
- Jeśli zmniejszy się liczba klientów banki podniosą marże. Będą za wszelką cenę chciały utrzymać zyski na dotychczasowym poziomie. W ten sposób odstraszą kolejnych klientów.
- Pogorszy się sytuacja deweloperów, którzy ucierpią z powodu ograniczonej płynności finansowej i trudniejszego dostępu do kredytów.
- Nadchodzące spowolnienie gospodarcze może doprowadzić do obniżenia pensji, wzrostu bezrobocia i spadku siły nabywczej Polaków.
- Zmniejszy się zainteresowanie zagranicznych inwestorów, którzy do niedawna kupowali najlepsze mieszkania - często po kilka sztuk od jednego dewelopera.
- Rosnąca inflacja także obniży realne ceny mieszkań - nawet jeśli teoretycznie pozostaną one na tym samym poziomie.
Z przygotowanego przez PRNews zestawienia wynika, że wreszcie - po kilku latach szaleństwa - koszt metra kwadratowego zacznie mocno spadać. Nie oznacza to jednak, że więcej Polaków będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Ograniczony dostęp do kredytów sprawi, że na kryzysie zyskają najbogatsi - ludzie zdolni wyłożyć na przykład 20-30% ceny nieruchomości.
CERTYFIKATY ENERGETYCZNE ZABLOKUJĄ RYNEK SPRZEDAŻY NIERUCHOMOŚCI W 2009 R.
Pomimo tego, że nowelizacja prawa budowlanego, która nakłada obowiązek sporządzania certyfikatów energetycznych dla obiektów wprowadzanych do obrotu, obowiązuje już prawie od roku, to do tej pory Ministerstwo Infrastruktury nie wydało rozporządzenia określającego metodykę obliczeń prowadzonych przy sporządzaniu certyfikatów oraz tryb szkolenia osób uprawnionych do wydawania świadectw energetycznych.
Zaniechania resortu infrastruktury mogą doprowadzić do tego, że od początku przyszłego roku osoby, które będą chciały sprzedać swoje mieszkania, mogą mieć poważne problemy. Zdaniem ekspertów, nie będzie komu sporządzać certyfikatów, które staną się konieczne do sprzedania mieszkania czy domu. Brak rozporządzeń uniemożliwia rozpoczęcie szkoleń uprawnionych do wydawania certyfikatów, gdyż nie wiadomo, w jakim zakresie ich szkolić.
– Osoby, które planują sprzedaż mieszkania, powinny pospieszyć się i zrobić to do końca tego roku !
Najwięcej problemów ze sprzedażą nieruchomości mogą mieć zwykli ludzie. Na początku przyszłego roku czas oczekiwania na świadectwo może sięgać kilku miesięcy. Liczba uprawnionych do wydawania certyfikatów jest bowiem niewielka, a według szacunków deweloperów i pośredników nieruchomości tylko w 2009 roku potrzebnych będzie około miliona świadectw energetycznych, bez których nie przeprowadzi się transakcji zbycia nieruchomości.
– W kolejce do nielicznych uprawnionych ustawi się w styczniu tłum właścicieli domów jednorodzinnych, mieszkań, spółdzielni, zarządców wspólnot mieszkaniowych, centrów handlowych i budynków użyteczności publicznej. Z naturalnych przyczyn w pierwszej kolejności będą przyjmowane najlepiej płatne zlecenia. Trudno przypuszczać, aby właściciel domu jednorodzinnego wygrał ze spółdzielnią mieszkaniową konkurencję cenową – wyjaśnia Marcin Piotrowski, prezes Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości.